niedziela, 19 listopada 2017

"It's the economy, stupid" czyli „Po pierwsze gospodarka, głupcze!"

Tym cytatem Jamesa Carvilla zacznę swoją dzisiejszą notkę na blogu. Piszę ją w odpowiedzi na komentarz jednej z Koleżanek, która mówi między innymi "Z czysto finansowego punktu widzenia wiekszosc naszych kopalni trzeba by bylo zamknac, co z wielu innych oczywistych powodow nie jest latwe"... Oczywiście Koleżanki nie uważam za jakiegoś głuptaka bynajmniej, to tylko inspirujący cytat...


Swojego czasu w ekonomii panowała fascynacja globalizacją, specjalizacją i światowym rynkiem otwartym dla swobodnego przepływy kapitału i dóbr, na grzywie tej fali przylecieli do nas tacy macherzy jak Balcerowicz czy Margaret Thatcher. Otworzyć granice, kupić taniej, jeśli lokalny zakład nie może wyprodukować taniej niż Chiny to niech zdycha, jeśli nasi górnicy nie mogą fedrować taniej niż jakaś semi-odkrywka w Chile to niech idą na bruk, itp...
...problem w tym, że i Leszek B. i jego (?)świętej pamięci koleżanka Margaret T. de facto zainspirowali się innym cytatem, mianowicie keynesowskim..
„W dłuższej perspektywie czasu wszyscy będziemy martwi". Czyli róbta tylko to, co krótkoterminowo przynosi korzyść, zielone cyferki na koncie, bo po co myśleć długofalowo?
...a to był cholerny błąd, za który płacimy dotychczas, zarówno w UK jak i w Polsce.

Co zostało nam z eksperymentów Balcerowicza i Thatcher?

W UK zniszczono najbardziej konserwatywną, trwałą opokę społeczną - górników - patologia społeczna, która się rozwinęła potem w rejonach post-industrialnych, skrajnie ukrywana przez Anglików, kosztowała Zjednoczone Królestwo znacznie więcej niż zyski z zamknięcia kopalń i kupowania tańszego węgla zza granicy, negatywne koszty społeczne są współcześnie niemal nie do oszacowania, rozbuchany social będący pokłosiem działania upiornej Thatcher powoli powala brytyjską gospodarkę - nie czuć jednak tego z naszej perspektywy Brytyjczycy spadają po prostu z większego konia... a co najśmieszniejsze...

...tęgie głowy w UK otwarcie zastanawiają się, jak najmniejszym kosztem ponownie otworzyć kopalnie i odtworzyć bazę produkcyjną bezmyślnie zniszczoną przez bandę thatcherystów! Niestety nie jest to łatwe. Górnictwo to inwestycja długofalowa, nawet z kilkudziesiącięcioletnimi okresami zwrotu.
Zacząłem od angielskiego przykładu, jako bardziej bezemocjonalnego dla nas Polaków, jednak szkody wyczynione przez Balcerowicza już kilkanaście lat temu były cichcem krytykowane przez ekonomistów z prestiżowych polskich uczelni.

Polska gospodarka schyłkowego PRLu nie dostała żadnego okresu przejściowego w tzw. transformacji ustrojowej. Podejście - "natychmiast otwórzmy granicę i wszystko kupujmy tam gdzie taniej, a nasze zakłady natychmiast sprzedajmy" - poskutkowało patologiczną prywatyzacją.
Dlaczego patologiczną? Z jednej strony uwłaszczyła się czerwona nomenklatura, z drugiej strony zachodni "inwestorzy" najczęściej kupujący nasze zakłady jedynie po to, by wykończyć przyszłą polską konkurencję.
W efekcie:
  1. W Polsce nie mamy już prawie przemysłu - to co jest szumnie przedstawiane jako zachodnie inwestycje to najczęściej hale montażowe low-tech, żerujące na taniej sile roboczej.
  2. W Polsce nie ma już wysokiej technologii - jesteśmy niczym kraj kolonialny względem silniejszych gospodarek - np. niemieckiej.
  3. Polska stałą się rezerwuarem taniej siły roboczej - białych niewolników - dla krajów "starej Unii"
  4. Z Polski wyjeżdżają co roku setki tysięcy młodych ludzi - na emigrację - bo tu nie ma gdzie pracować i czego produkować
  5. W Polsce zostają tylko emeryci, renciści i ludzie, którzy ze względów rodzinnych - jak np. autor tego bloga - decydują się pozostać.
  6. Na terenach, na których kiedyś kwitł lokalny przemysł - przejeżdżałem wczoraj przez spory kawałek Dolnego Śląska - dawne Woj. jeleniogórskie - obecnie panuje degrenglada i 9/10 dawnych zakładów to ruiny...
Długo by tak wymieniać.
Do wszystkiego doprowadziła między innymi filozofia - po co nam drogi polski przemysł - kupmy taniej za granicą - w efekcie nie mamy w Polsce nic, gówno w papierku, jeśli nie liczyć fasad prymitywnych montowni zachodnich koncernów, nazywanymi na wyrost "fabrykami".
Jeśli zatem młody czytelniku zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego w Polsce nie ma pracy dla ciebie i musisz uciekać za granicę masz odpowiedź:
  • kupujesz chińską elektronikę
  • kupujesz niemieckie samochody
  • kupujesz włoskie skutery
  • kupujesz hiszpańskie ziemniaki i marchew
  • kupujesz ruski gaz, węgiel i ropę...
  • na koniec, robisz codzienne zakupy z portugalskiej Biedronce, angielskim Tesco czy niemieckich Lidl, Aldi czy Kaufland...
i tak dalej...
95% rzeczy które kupujesz w sklepach nie są z Polski, no bo tam - za granicą - taniej kupić...
OK, fajnie, produkt z Chin kosztuje $123 za jednostkę, ten sam polski $130 za jednostkę, no to bierzemy chiński - zyskujemy, co - jednak w takim razie, psia mać, gdzie TY masz pracować, zarabiać i budować dla siebie jakąś przyszłość? W Polsce nie, bo dzięki decyzjom ekonomistów i polityków tu nie ma produkcji.
Chyba już wystarczy tego pisania, myślę, że każdy zrozumiał? Co nie?

Komentarze z dawnego systemu postów:

Asia
Przemysł jest potrzebny i popełniono sporo błędów. Nie sądzę jednak, że utrzymywanie drogich nierentownych lokalnych przemysłów jest dobrą długofalową strategią gospodarczą – chyba, że na cel postawimy sobie to, by jeszcze zbiednieć jako naród i kraj. Wiadomo, pewne sektory gospodarki nie wiadomo jakie by przynosiły straty, istnieć muszą by zachować niezależność, ale chyba mówimy tu o gospodarce a nie polityce… Ostatni akapit bym sformułowała tak: nie znaleźli się ludzie, którzy by chcieli ryzykować próby ratowania tego biznesu i umieliby go uratować; ani kapitału u potencjalnych właścicieli ani wsparcia ze strony władz. Polityka to tylko fragment całego obrazka.
Widzę, z jakich powodów ludzie wokół mnie zakładają biznesy w skali mikro, jak im się wiedzie, i jak niewielki w sumie ma wpływ polityka na ich codzienność. Rzeczywiście rozbija się ekonomię, a nie ogólną politykę. Łatwo napisać, że pracy w Polsce nie ma. A czy są ludzie, którzy chcą ją dać?

Autor
Niby tak, ale pewne „branże” jak na przykład górnictwo mają cykl rentowności, technologiczny, zwał jak zwał liczony w okresie znacznie dłuższym niż nawet nasza „transformacja” ustrojowa po 1989 do teraz.
Książę Pszczyny zakładający kopalnię Murcki robił to – nawet nie dla siebie – ale dla przyszłości swojego rodu – dla swoich wnuków!
Jeśli nie przekonuje podam przykład ze sfery dóbr luksusowych. Dobry winiarz zakłada winnice dla swoich wnuków i prawnuków, które jeszcze się nie urodziły, tak samo plantator dębu korkowego itp., dbają o interes potomków, którzy przyjdą na świat długo po ich śmierci.
Kiedy banksterzy i politycy w garniturach popijają sobie luksusowe wino, są w stanie tę prawidłowość pojąć – kiedy jednak trzeba mówić o gospodarce polskiej – ni w ząb nie obejmują tej zależności,

Asia
Mówię o konkretnych biznesach. Jeśli jest rentowny, to skala rok czy pięć lat nie jest bardzo istotna – branża nie interesuje mnie jako taka, chyba że w ujęciu politycznym nie ekonomicznym. Trochę mam wrażenie, że twoje podejście do tematu sprowadza się do zrównania ekonomii z polityką. Moje jest zupełnie odmienne.
Niewielki odsetek ludzi przejmuje się u nas przyszłością, na zasadzie „dla wnuków”, a wielu menedżerów dużych firm nie myśli długofalowo nad korzyścią swojej firmy wiec dlaczego mieliby myśleć długofalowo nad korzyścią dla kraju w którym mieszkają?
Moje zdanie jest takie a nie inne,podejście ludzi jest największym naszym problemem, polityka to rzecz wtórna i na pewno z gospodarką bym jej nie równała.

Autor
Skala rok czy pięć lat w megaprojektach, energetyce, czy przemyśle ciężkim jest właśnie bardzo istotna, jak wspomniałem okresy zwrotu np przy budowie elektrowni powiązanej z odkrywka węgla brunatnego to inwestycje liczone i po 25 lat, jako minimalny okres rozliczeniowy.
Ekonomia zna takie pojęcia jak monopole naturalne i to właśnie jest jeden z nich. Jak najbardziej w tym przypadku ekonomia miesza się z polityką i jest to w tej sferze czymś naturalnym.

Kasia
Nie bede wchodzila w dyskusje na temat makroekonomii, mysle ze mam za malo wiedzy w tym temacie i za malo zyciowych doswiadczen. Moze rzeczywiscie po studiach jestem skrzywiona Balcerowiczem. Moge jedynie krotko przedstawic moj poglad na zycie, pieniadze i ekonomie, ale raczej te w sensie mikro. Uwazam, ze kazdy jest kowalem swojego losu. Czy w Polsce bedzie ciezki przemysl czy nie, zupelnie nie stanowi o dobrobycie mojej rodziny. Uwazam, ze mozna zapewnic dobrobyt swojej rodzinie pracujac w innych miejscach, na wlasny rachunek czy nawet w zachodniej korporacji. Mowie to z perspektywy mlodej osoby po studiach, pochodzacej z Polski B, bez zaplecza finansowegonze strony rodzicow. Nigdy nie szukalam pracy dluzej niz miesiac i zawsze zarabialam tyle ze wystarczalo mi na godne i w miare wygodne zycie. Mam za soba tez kilkumiesieczne epizody pracy w UK, USA i na poludniu Europy. Pracowalam w miedzynarodowej korporacji, a obecnie w firmie panstwowej, akurat w sektorze uslug a nie przemysle. I uwazam ze perspektywy na przyszlosc dla mnie, mojej rodziny, znajomych sa naprawde fajne. Jak mi sie nie powiedzie w finansach, to zostane fryzjerka, albo opiekunka do dzieci, albo taksowkarzem, albo otworze warzywniak. Mam tez doswiadczenie jako tlumacz, korepetytorka, przewodnik wycieczek itd. Nawet jak nam zamkna za 20 lat wszystkie kopalnie, jestem przekonana ze ja, moja rodzina, znajomi, bedziemy zyli w Polsce, we wlasnym domu lub mieszkaniu i bedzie co do garnka wlozyc:)

Autor
„Czy w Polsce bedzie ciezki przemysl czy nie, zupelnie nie stanowi o dobrobycie mojej rodziny.”
Tak – stanowi to o dobrobycie Twojej rodziny, ponieważ gospodarka jest systemem naczyń połączonych o organicznej strukturze, którą trudniej objąć, niż wydaje się specjalistom od ekonomii.
– bez przemysłu ciężkiego nie mamy własnych statków, lokomotyw, transportu – bez przemysłu ciężkiego nie mamy swoich maszyn – np. do górnictwa i wydobycia, – bez górnictwa nie ma nic – nie ma energii w gniazdku elektrycznym – nie ma Twojego laptopa, itp. – bez własnego przemysłu nie ma miejsca pracy dla naszych własnych inżynierów – bez miejsc pracy dla profesjonalistów nie ma wysokich profesjonalnych pensji – bez wysokich pensji nie ma pieniądza w gospodarce – i tak dalej…
bez tego jesteśmy skazani na kolonialny wyzysk, słabe pensje w całej gospodarce, ogólną biedę dotykającą także Ciebie i Twojej rodziny w przyszłości

Kasia
… moze powiecie ze nie jestem patriotka, ale nie przeszkadza mi, ze jezdze na ruskiej benzynie i kupuje w portugalskiej biedronce. Polskie firmy tez przenosza swoje rozliczenia podatkowe do innych krajow. Ja pracuje w Polsce, place tutaj podatki, potwierdzam, mozna uczciwie pracowac i przyzwoicie zarabiac. Polecam wszystkim mlodym osobom podobne podejscie do zycia:) Umiesz liczyc licz na siebie, sam jestes kowalem swojego losu. Wystarczy miec glowe na karku, nie obijac sie i damy rade na przekor wszystkim niefajnym rzeczom, ktore sie w naszym kraju dzieja. Sory za tak dlugi wpis, mam nadzieje ze nikogo nim nie urazilam. Na pewno mamy zupelnie inne poglady i punkty widzenia. Ja szanuje i rozumiem jak Wy to widzicie, pewnie moi rodzice mysla podobnie:) Ja jednak jak zwykle musze miec swoje zdanie;)

Autor
owszem! A jak Ty myślisz? Czy ja wezmę i spuszczę ropę ze swojego baku – no bo ruska? Czy ja okrzyczę żonę i wyrzucę obiad do kosza – bo ziemniaki kupiła z Izraela w Portugalskiej sieci akurat przechodząc – czy ja wyrzucę swój laptop – no bo chiński….
…z resztą nawet nie mam szans kupić polskiego laptopa – bo zakłady, które mogłyby je z powodzeniem i zyskiem teraz produkować, dzięki ekipie Balcerowicza wyglądają tak:
Jestem zimnym realistą… jeśli chodzi o moje pieniądze są one ważniejsze niż sentymenty….
…i dlatego wolałbym kupować polskie produkty i dzięki sile polskiej gospodarki zarabiać 4x więcej niż obecnie.

Dana
„kupujesz ruski gaz, węgiel i ropę…” – dokładnie, a patrząc na to, co obecnie się dzieje w naszym rejonie za sprawą konfliktu rosyjsko-ukraińskiego (choć tak naprawdę moim zdaniem jest to zawoalowany konflikt między wschodem a zachodem…), tym bardziej powinniśmy się ocknąć i reanimować nasz przemysł wydobywczy! Złóż mamy całkiem sporo, tylko na wszystko się patrzy z perspektywy tu i teraz, ile można zaoszczędzić na samym surowcu – tylko nikt nie pomyślał nad analizą, jaki wpływ na otoczenie będzie miało np. masowe zamknięcie kopalń… Ile kosztów pochłonie zwalczanie alkoholizmu i innych patologii wśród bezrobotnych, ile kasy pójdzie na zasiłki dla nich… Że zubożenie licznych rodzin górniczych (a te kiedyś były najlepiej sytuowane, często wielodzietne – bo na więcej niż 2 dzieci górnicy mogli sobie spokojnie pozwolić, mając dobrą płacę i rozbudowany socjal) doprowadzi do zmniejszenia ich siły nabywczej, a więc też wyników pozostałych gałęzi gospodarki (zmniejszenie popytu na pewien rodzaj dóbr = zmniejszanie podaży = zmniejszenie obrotów w innych sektorach gospodarki, szukanie oszczędności, restrukturyzacje, zwolnienia) i w konsekwencji naszego PKB… Itp., itd. Na stopniowym zamieraniu przemysłu wydobywczego wyszliśmy w dłuższej perspektywie jak Zabłocki na mydle. Teraz jesteśmy uzależnieni od innych krajów pod tym względem.
@Kasia – oj, polemizowałabym, czy to nie ma wpływu na Twoje życie bezpośredniego wpływu pewnie nie, ale już pośrednio – jak najbardziej. Część łańcuszka przyczynowo-skutkowego przedstawiłam powyżej.
Dlaczego Rosja śmieje się zachodowi w twarz z powodu wprowadzanych sankcji? Bo są samowystarczalni. Załamanie na giełdzie? Phi, po co im dolary, mają złoto. Mają surowce. USA grozi ograniczeniem dostępu do nowych technologii? Żaden problem. Albo sami zaczną je rozwijać, albo kupią je „naokoło”, od Chin, które słyną z plagiatowania amerykańskich patentów.
A Polska? Putin przykręci gaz, przykręci węgiel, zastopuje eksport polskiego mięsa i owoców do Rosji i nagle się okaże, że Polska gospodarka leży i kwiczy. Bo sami nie możemy przetrzymać kryzysowej sytuacji – wszak zabiliśmy dechami własny przemysł wydobywczy lata temu
Opieranie siły narodowej gospodarki na outsourcingu i zachodnich korporacjach to również żadna gwarancja dobrobytu w kraju w długiej perspektywie. Jesteśmy dla nich tanią siłą roboczą, ale jeśli znajdą tańszą, która w dodatku wykonuje swoją robotę na zbliżonym lub tym samym poziomie, co my, to nie zawahają się miejsc pracy tam przerzucić. I Polacy znów zostaną na lodzie, bo nie dbali o własną przedsiębiorczość. Mało realny scenariusz? Nie wydaje mi się. Dlaczego zachód tak bardzo się troszczy teraz o Ukrainę? Dlaczego kuszą wsparciem, dotacjami, byleby kiedyś wcielić ten kraj do Unii? Bo mają w tym interes! Raz, że kolejny rynek zbytu dla ich produktów, dwa, całkowite otwarcie gospodarki Ukrainy na zachód oznacza, że otwiera się kolejny rynek z tanią siłą roboczą. Biorąc pod uwagę ich obecną sytuację ekonomiczną i polityczną, na pewno tańszą, niż Polacy.




Kasia

Piszac, ze zamkniecie kopaln nie byloby latwe, mialam na mysli dokladnie te same argumenty co Ty. Kolezanka z Walbrzycha opowiadala mi jak wielu gornikow z jej otoczenia dostalo bardzo wysokie odprawy, ktore w zalozeniu mialy isc na zalozenie wlasnej dzialalnosci. Jak sie pewnie domyslacie, poszly na konsumpcje. Takze alkoholowa. Moj pierwszy komentarz, ktory napedzil ten artykul i niniejsza dyskusje wynikal z tego, ze od osoby, ktora sie zna na temacie, dowiedzialam sie, ze nasze zloza sa naprawde nieciekawe i trudne do wydobycia pod wzgledem geologicznym. W zwiazku z tym, z czysto finansowego punktu widzenia sa nierentowne i wymagalyby ogromnego dofinansowania ze strony panstwa. Pytanie czy tych samych pieniedzy nie mozna lepiej spozytkowac, na przyklad na uniezaleznienie naszej gospodarki od wegla, na stworzenie innych miejsc pracy gornikom.

Autor
oczywiście nasze złoża węgla kamiennego to nie odkrywka, jednak polemizowałbym z nieciekawością pod względem geologicznym – biorąc pod uwagę dopiero trudne technologie – takie jak wydobycie gazu lub ropy metodą szczelinowania to naprawdę nasze kopalnie to pikuś
problem leży aktualnie w cenie za tonę węgla dla przemysłu, która sprawia, że polski węgiel co prawda przegrywa krótkoterminowo z importem z łatwych kopalń za oceanem jednak polski węgiel zawiera także podatek akcyzowy, podatek wydobywczy, podatki od nieruchomości (kopalń) itp.
przy okazji polecam porównać sobie cenę ustalaną w kontraktach dla tzw. przemysłu (czyli tego co kontroluje państwo i korporacje) oraz cenę detaliczną, dla zwykłego gospodarstwa domowego przed dalszym wypowiadaniem się o nierentownych i trudnych złożach
(ponadto problem z zabezpieczeniem sobie bazy energetycznej to nie jest problem krótkoterminowych fluktuacji cen)

Kasia
Jak podkreslalam juz poprzednio, nie jestem ekspertem, ale Rosje tez widze troche inaczej. Wydaje mi sie, ze to nie do konca jest tak, ze Rosja smieje sie nam w twarz. Putin moze tak, ale nie Rosja. Dla mnie to biedny i niedoinwestowany kraj, o ogromnym rozwarstwieniu spolecznym. Fakt, ze lezy na surowcach, ale pieniadze z tego tytulu czerpie waska grupa oligarchow. Na pewno nie gwarantuje dlugoterminowego rozwoju i dobrobytu krajowi. To co sie tam dzieje, to dopiero jest krotkowzroczne. Dla mnie to wiecej niz pewne, ze Putin skonczy sie wczesniej czy pozniej, a spoleczenstwo rosyjskie zafunduje mu cos podobnego co mialo miejsce na Ukrainie, czy wczesniej w krajach arabskich.
Nie zgadzam sie, ze brak przemyslu ciezkiego, wlasnych lokomotyw i maszyn gorniczych ma bezposredni wplyw na moje zycie i dobrobyt mojej rodziny. Zgadzam sie z Dana, ze moze to miec wplyw posredni: gdy zamkna duzy zaklad w moim regionie, moze wzrosnac bezrobocie i przestepczosc. Albo gdy budzet panstwa dofinansuje nierentowne galezie gospodarki to nie starczy na publiczny zlobek dla mojego dziecka i bede musiala placic za prywatny… Jezeli wyksztalcilismy za duzo inzynierow od pewnych branz to chyba lepiej ich przekwalifikowac na inne branze niz dla nich reanimowac nierentowne galezie gospodarki. Prad w laptopie takze nie musi byc w wegla, moze byc z elektrowni wodnej, z jadrowej albo z wiatraka we wlasnym ogrodku i solara na wlasnym dachu. Dawno tego nie sprawdzalam, ale z tego co pamietam to w rankingach banku swiatowego, kraje w ktorych ludziom zyje sie najlepiej, to niekoniecznie te, gdzie rozwiniete jest gornictwo i przemysl ciezki. W czolowce jest Skandynawia i np Szwajcaria. Chociaz oczywiscie nie ma co porownywac bo te kraje maja zupelnie inna historie i inne problemy.
Eh ekonomia… wlasnie chyba to jest w niej najpiekniejsze, ze nikt nie ma monopolu na racje:) Zycie gospodarcze ciagle zaskakuje nawet najlepszych ekspertow i dopiero za kilkadziesiat lat przekonamy sie kto bardziej ma racje:)

Wojna polsko-bolszewicka 1920 – aspekt lojalności

W powszechnym świętowaniu rocznicy Bitwy Warszawskiej warto zatrzymać się na chwilę i poświęcić głębszej zadumie nad determinacją i heroizmem Polaków walczących z "czerwoną zarazą" w 1920. Była to walka niezwyczajna, bo walka nie tyle o niepodległość co o życie, na terenach polskich, które w 1920 opanowali przejściowo bolszewicy zaczął się od razu krwawy, czerwony terror, choć to temat, albo na inny post, albo na Wasze internetowe poszukiwania (do czego zachęcam).


Moim dzisiejszym wpisem chciałbym zgodnie z linią tematyczną bloga wspomnieć o pewnym aspekcie ekonomicznym/logistycznym tamtej wojny oraz nieco o naszych sąsiadach.

Polska w 1920 roku, w przeddzień Bitwy Warszawskiej pozostała praktycznie sama, otaczały ją państwa wrogie, za wyjątkiem Rumunii zachowującej ścisłą neutralność, jedynym państwem, które udzieliło nam realnej pomocy były niesąsiadujące z nami wtedy Węgry.

Prawdziwym problemem okazały się dostawy broni i amunicji.

Niemcy zachowywały pozorną neutralność, choć faktycznie panowały tam nastroje rewolucyjne i rzesze ochotników niemieckich - komunistów i socjalistów zasilały wojska bolszewickie. Nie mogło być jednak mowy o jakimkolwiek transporcie broni i amunicji dla walczącej Polski przez Niemcy. Wszelkie możliwe utrudnienia czynił wówczas proniemiecki rząd Wolnego Miasta Gdańska. Litwa oraz Czechosłowacja włączyły się finalnie, co prawda i na szczęście w ograniczonym zakresie, do agresji zbrojnej przeciwko Polsce. Czechosłowacja - państwo związane z niedawnymi aliantami zachodnimi - wcześniej zablokowała jakąkolwiek możliwość transportu zaopatrzenia do Polski.


Wnioski z tej wojny doprowadziły finalnie do budowy naszych portów bałtyckich, w tym Gdyni oraz utargowania od Ligi Narodów składnicy wojskowej na Westerplatte. Wróćmy jednak do Węgier.

Cyt. Wikipedia:
...odmiennie od rządów Niemiec i Czechosłowacji zachowały się Węgry, które okazały się jedynym krajem w regionie, oferującym atakowanej przez bolszewików Polsce pomoc militarną w postaci 30 tys. kawalerzystów. Siły te nie zasiliły jednak obrony kraju ze względu na brak zgody rządów Czechosłowacji i Rumunii na przejazd oddziałów...

Ostatecznie dzięki zgodzie Rumunii Węgry dostarczyły do Polski własnym taborem kolejowym „48 milionów pocisków karabinowych typu Mauser, 13 milionów pocisków typu Mannlicher, (...) poważną ilość pocisków altyleryjskich różnych kalibrów, 30 tysięcy karabinów typu Mauser i kilka milionów części zapasowych...”

I choćby dlatego właśnie, w ten weekend grillując, odpoczywając i bawiąc się ze znajomymi warto wznieść toast: "Lengyel, Magyar – két jó barát, együtt harcol, s issza borát"... ewentualnie jego odpowiednik w języku polskim ;-) Zna ktoś?

Rola górnictwa w gospodarce. Niemcy jako wzór do naśladowania. Rozmowa z Tomkiem z Górnego Śląska

Mieszkam w mieście górniczym i pochodzę z typowo górniczej rodziny. Chociaż sam tego zawodu nie wykonuję klimat górniczy da się wyczuć w całym otoczeniu.

Wczoraj późnym wieczorem przeprowadziłem przez internet rozmowę z Tomkiem z Górnego Śląska, moim czytelnikiem, młodym górnikiem o wszechstronnych zainteresowaniach. Rozmawialiśmy o górnictwie w aspekcie ekonomicznym i dziś przygotowaliśmy dla Was skrypt z naszej rozmowy.

Górnictwo jest podstawą

TzK: ...chciałbym powiedzieć coś więcej o górnikach i górnictwie, bo jest to rzec ważniejsza niż nam się wszystkim wydaje.

R: jaką odgrywa w gospodarce górnictwo o ogólności?

TzK: Zacznijmy od prostej sprawy, ludzie choć trochę orientujący się w ekonomii powinni mieć świadomość, że górnictwo jest obecnie podstawą funkcjonowania gospodarki, nie tylko w skali europejskiej, ale w skali całego globu. Ciekawym faktem jest, że większość wojen, które są toczone na świecie to de facto wojny surowcowe, a surowce wydobywają górnicy.
Ludzie z wielkich metropolii, osoby z korporacji urzędujące w przeszklonych biurowcach często nie doceniają górnictwa jako podstawy gospodarki, jednak jak żyliby bez gazu, bez ropy naftowej, bez elektryczności, bez ciepła w grzejnikach a przede wszystkim bez stali, produkowanej z rudy żelaza, wreszcie jak żyliby bez uranu napędzającego elektrownie jądrowe, nie mówiąc po prostu o węglu, który trzeba spalić by uzyskać energię elektryczną lub cieplną?

R: Czy wyobrażamy sobie funkcjonowanie bez złota, srebra i innych metali?
Górnictwo jest podstawą funkcjonowania gospodarki, bez górnictwa nie ma niczego. Dajmy na to – zwykłej drogi nie wybuduje bank i pieniądze bez pomocy górników, jeśli ci nie odstrzelą urobku, tłucznia na wykonanie podsypki, asfalt z kolei jest produktem który mamy dzięki górnictwu naftowemu. Auta i guma na ich oponach, także są finalnym produktem, który zawdzięczamy górnikom.

R: Ciekawym jest, że większość z nas nie ma o tym większego pojęcia - nie zdajemy sobie z tego sprawy. Co więcej, kiedy ja byłem w trakcie studiów dominował w ekonomii pogląd, że górnictwo jest niepotrzebne, górnicy są tzw. problemową grupą społeczną i być może wzorem Wielkiej Brytanii najlepiej byłoby zlikwidować, lub przynajmniej ograniczyć górnictwo jako branżę gospodarki, bo przecież surowce można kupić taniej na wolnym rynku, a wolny rynek jest rozwiązaniem wszelkich problemów.

TzK: Jednak obecnie Wielka Brytania musi gdzieś węgiel kupić, gdzieś tą ropę naftowa i gaz trzeba wydobyć, zatem gdzieś indziej... w Azji, w Rosji, w Polsce, w Chile górnicy muszą to wydobyć, aby tym Brytyjczykom to sprzedać, gdyby wszyscy przyjęli taki stosunek do górnictwa jako cywilizacja wrócilibyśmy do ery kamienia, nie mielibyśmy nic.


Podam kolejną ciekawostkę: Anglicy swoje górnictwo generalnie zlikwidowali, w ich ślady poszli Francuzi, myśmy na szczęście w tym trendzie likwidacyjnym w którymś momencie się opamiętali, co prawda z około 52 kopalń istniejących na początku lat 90-tych zostało obecnie 27, natomiast taki kraj jak Niemcy nie zlikwidowali swojego górnictwa, mimo oficjalnego zamknięcia części kopalń nastąpiła tylko likwidacja częściowa, nie zaś likwidacja całkowita, kopalnie są utrzymywane, odwadniane, produkcja jest wygaszona, ale wyrobiska są utrzymywane.

R: Czyli w razie czego Niemcy mogą w każdej chwili wrócić do pełnej eksploatacji tych kopalń?

TzK: Tak, dokładnie, co więcej Brytyjczycy bez skrepowania wysprzedali tzw. „srebra rodowe” jeśli chodzi o gospodarkę, Niemcy dalej mają Audi, Volkswagena, BMW oraz inne firmy.

R: Czyli widzimy tu poważną i długofalową strategię gospodarczą? To wyraz zupełnie innego podejścia do gospodarki.

TzK: Tak, bowiem całkowita likwidacja kopalni równa się niemożności do powrotu do niej. Budowa nowej kopalni to natomiast olbrzymie pieniądze, pojawienie się chwilowej nawet dekoniunktury nie może od razu doprowadzić do likwidacji kopalń, można oczywiście część zatrzymać, wygasić, ale z możliwością powrotu do produkcji, ponieważ koniunktura wróci – tak zrobiła poważna gospodarka - Niemcy. Przykładem w naszym kraju jest to, że obecnie mamy koniunkturę na węgiel i obecne górnośląskie kopalnie przynoszą zyski.

R: No właśnie, górnictwo kojarzy nam się z Twoim Górnym Śląskiem i węglem...

TzK: Pamiętajmy jednak, że facet, który wierci na platformie wiertniczej ropy lub gazu to także jest górnik, człowiek, który wydobywa węgiel brunatny lub kamień metodą odkrywkową to także jest górnik – to wszystko są górnicy, tyle że różnych specjalności...

R. Późno już, na tę chwilę odpływam... a jutro rano praca, dziękuję Ci za kilka słów, a Tobie i wszystkim innym górnikom, życzę wszystkiego dobrego - tyle wyjazdów ile zjazdów.

TzK: Dzięki za rozmowę, pozdrawiam Ciebie i Czytelników bloga.

sobota, 21 października 2017

Kobieto, czy jesteś gotowa na księcia z Persji?


Przyjdzie do ciebie taki Książe Persji, zakręci ci w głowie, macho egzotyczny, a ty z nim pójdziesz. Tylko potem nie będzie baśni z 1000 i jednej nocy, ale płacz, d**a sina i oko podbite.

Bądź tego świadoma.


czytaj: Podstawowe błędy facetów w relacjach z kobietami. Jak uniknąć toksycznej kobiety?

wtorek, 17 października 2017

Rozprawa z utopią ekologów i pseudoekonomistów. Dlaczego w Polsce jest źle?

Jeśli chodzi o moje poglądy na gospodarkę, rozwinęła się w dość ciekawym stopniu, jednak nadal Koleżanka Kasia, jak mi się zdaje, powtarza pogląd jakże dobrze mi znany ze środowisk młodych ekonomistów zafascynowanych Balcerowiczem czy Thatcher, pogląd także powielany błędnie przez tzw. ekologów...

...to rozprawmy się z podstawowymi błędami - niestety powszechnymi wśród wykształconych osób na wysokim poziomie. Argumenty, które prezentuje kol. Kasia są pozornie fajne, sensowne i atrakcyjne, jednak kiedy odrzucimy entuzjazm i popatrzymy realistycznie, kruszą się w oczach nie wytrzymując konfrontacji z rzeczywistością.

Kasia:Prad w laptopie takze nie musi byc w wegla,  

Autor: Ale aby wyprodukować laptop potrzebujesz miedzi i ropy, aby się dobrać do tych surowców potrzebny jest przemysł ciężki, przemysł budowy maszyn i górnictwo...  

Kasia: ...moze byc z elektrowni wodnej,...  

Autor: Turbiny do elektrowni wodnej i oporządzenie jest produktem przemysłu ciężkiego, elektronika przemysły elektronicznego, beton i maszyny do jej konstrukcji to górnictwo, przemysł ciężki... ...kruszywo na zaporę trzeba wydobyć - stal na turbiny i maszyny trzeba wydobyć - to górnictwo odkrywkowe...

Kasia: ...z jadrowej albo...  

Autor: ...uran do elektrowni jądrowej trzeba wydobyć - to znów przemysł ciężki i górnictwo, budowa elektrowni jądrowej to mnóstwo miedzi, kruszywa, stali znów górnictwo i przemysł ciężki...  

Kasia: ...z wiatraka we własnym ogródku...  

Autor: ...do konstrukcji tego wiatraka potrzebne są zasoby mineralne - stal, ropa na tworzywa sztuczne, mnóstwo miedzi i tzw. metali ziem rzadkich... produkty górnictwa, dość intensywnego i nie bez wpływu na przyrodę...  

Kasia: ...i solara na wlasnym dachu...  

Autor: ...i znów do budowy tego solara potrzebne są surowce - miedź, stal aluminium i krzem... produkty, które mamy dzięki górnictwu i przemysłowi maszynowemu... ...zrozum Kasiu... zrozumcie drodzy ekonomiści i ekolodzy...
 
  • NIE MA waszych energooszczędnych laptopów...
  • NIE MA waszych tramwajów i elektrycznych eko-samochodów...
  • NIE MA waszych wiatraków i solarów
  • NIE MA waszych szklanych biurowców, giełdy papierów wartościowych, internetu i prądu w gniazdku...
  • UWAGA! Czytaj dalej!
  • NIE MA tego wszystkiego jeśli górnik nie odstrzeli urobku w kopalni, miedzi, krzemu, węgla, kruszywa, uranu...
  • NIE MA tego górnika i kopalni bez maszyn, będących produktem przemysłu ciężkiego i maszynowego...
  • NIE MA tego bez okrętów-tankowców, które przywiozą wasze towary i surowce, produktów przemysłu ciężkiego i maszynowego, 
Oczywiście, MOŻNA wszystko kupić za granicą, w Niemczech, w Chinach, w Rosji... jednak trzeba za to wszystko w końcu zapłacić? Czym? Kredytami? Czy wykonując służebną, kolonialną pracę na rzecz zagranicy? Jako biali niewolnicy Europy!
Deindustrializując Polskę, myśląc jak każe Balcerowicz i banksterzy, osiągnęliśmy stan, w którym zarabiamy kilkukrotnie mniej niż nasi koledzy na Zachodzie i masowo emigrujemy na przysłowiowy zmywak. Gdzie nie ma produkcji - tam nie ma pracy! Polacy biedują i słabo zarabiają z powodu braku produkcji.
I dlatego, miła Kasiu, nasze polskie dzieci w przyszłości czeka zmywak, podcieranie smarków bogatym emerytom w Niemczech, albo wysługiwanie się zachodnim kierownikom lub zapiernicz za żałosne grosze na hali montażowej zachodniego koncernu.

Rzeczywistość jest brutalna, zimna, mieli bezlitośnie młodzieńcze ideały nabyte na studiach ekonomicznych. O brutalnych konsekwencjach modnej jeszcze do niedawna deindustrializacji i bajdurzeniu o społeczeństwie post-przemysłowym przekonują się boleśnie USA, UK, bardzo boleśnie przekonujemy się my - Polacy.
To jest, tak jak post wczorajszy, odpowiedź dlaczego w Polsce jest tak źle i często musimy za chlebem uciekać z naszego własnego kraju.

Pozdrawiam!

P.S. „Polacy muszą być tak biedni, by sami chcieli dobrowolnie jechać na roboty do Niemiec, bez łapanek” ~ Hans Frank, niemiecki gubernator okupowanych ziem polskich.

Komentarze ze starego systemu:

Kasia:
Nie jestem za zamknięciem wszystkich kopalń, poddaję jednak w wątpliwość sens utrzymywania za wszelką cenę tych skrajnie nierentownych. Rozumiem strategiczne znaczenie surowców energetycznych dla każdej innej gałęzi gospodarki, ale widzę też problem w braku dywersyfikacji źródeł energii w naszej gospodarce i uzależnieniem się tylko od jednego surowca. I owszem, uważam, że niektóre rzeczy można kupić od Niemców, czy „Ruskich” i jeszcze można dobrze na tym wyjść.
Nie wiem, może i fajnie byłoby być krajem autarkicznym, ale gdyby nie podział pracy, specjalizacja i wymiana handlowa, to także nie byłoby ani wspomnianego komputera, samochodu czy wiatraka. Byłoby średniowiecze:) Podróżuję trochę po świecie, widzę że inni mają więcej i łatwiej w życiu, ale nie jest to dla mnie ani trochę powodem do gorszego samopoczucia:) Część polskich dzieci niestety na pewno wyląduje na zmywaku, ale te bardziej ogarnięte świetnie sobie poradzą i będą żyć nie gorzej niż jeden Niemiec. W każdym razie ja swoim dzieciom na pewno nie powiem, że będą „białymi niewolnikami Europy”, ale że świetnie dadzą sobie radę w życiu, jeżeli nie będę się obijać:)
8 lat temu sama pracowałam na zmywaku w UK i wcale nie czułam się niewolnikiem. Uważałam że robię coś co jest super: uczę się samodzielności, niezależności finansowej, radzenia sobie w trudnych sytuacjach gdy dookoła nie ma rodziny i przyjaciół. Może te doświadczenia sprawiły, że dzisiaj nie jestem na garnuszku rodziców jak wielu moich rówieśników? Co więcej, jestem zadowolona z poziomu życia jaki wiodę i widzę przyszłość w bardzo kolorowych barwach.
Szkoda, że masz takie pesymistyczne podejście do przyszłości. Dobre nastawienie to połowa sukcesu. Wypowiedzi w podobnym tonie słyszałam, gdy prawie 10 lat temu opuszczałam rodzinne miasto. Usłyszałam, że jestem pokoleniem „1200 zł brutto” i że powinnam zostać w rodzinnym mieście. Bo przynajmniej jest dach nad głową i może po znajomości nawet jakąś pracę uda się załatwić:)

Arszu:
Zaproponowałbym wszystkim żeby dłużej pograli w jakieś gry ekonomiczno – militarno – handlowe, to zaledwie namiastka rzeczywistości – kropla w morzu naszych realiów, ale jednak mogli by zasmakować jak jest ciężko (na początku) utrzymać się na powierzchni wśród konkurencji, nie dać się podbić wrogowi, oszacować straty koszty wydobycia, opłacalność kopolin i co na nie wpływa. obowiązkowo coś na wzór America`s Army tylko że ekonomicznie powinna być stworzona gra online dla tych baranów w rządzie, i graliby na tych swoich tabletach też obowiązkowo ( przywilej bycia posłem:)
Po pierwsze koło każdego biznesu zwłaszcza Państwowego jest zbyt dużo pasożytów pilnujących swojego interesu, od związków zawodowych (które niech są) ale po co aż tyle i dlaczego kosztują tyle milionów? No tak ciepłe posadki za niemałe pieniądze. A budżetówka? Kiedyś się mówiło jak będą komputery to za 10 ludzi będzie pracował 1 a co jest? Podobno w samej Warszawie jest więcej biurokratów niż w jakimś tam stanie w Ameryce (teraz mi z głowy wyleciało który to pisze na gorąco) który de fakto jest większy od Polski!
Ja pracuję w firmie która kiedyś podobno zatrudniała (tak mówią starsi pracownicy) prawie 12.000 ludzi, wraz ze wszystkimi ośrodkami wczasowymi itd. Owszem wiele działów zamknięto słusznie lub nie – kto to wie ile w tym rzeczywistości ile polityki było. Ale dziś pracuje około 1000 i firma finansowo działa świetnie konkuruje na rynkach światowych b. dobrze. Stoją dwa potężne biurowce kiedyś pełne – co ci ludzie tam robili!? Skoro dziś została garstka i to praktycznie na jednym piętrze a firma działa! Owszem są też patologie w druga stronę minimalna ilość załogi, ale w kodeksie pracy tylko ilość pielęgniarek jest sztywno określona na ilość pacjentów reszta nie jest już tak sprecyzowana. Mniejsze płace, ze względu na bezrobocie itd. kapitalizm trochę chory… itp.
(znowu temat na inny post chyba)
Z drugiej strony ludzie też są sami sobie winni, biorąc zbyt dużo obowiązków za dwóch myśląc że się pokażą w dobrym świetle, naiwnie sądzą że zabłysną w oczach przełożonych a to tylko obraca się przeciwko nim. Chodzi też o kulturę pracy, Polak to chce szybo się odrobić (pot po dupie) i mieć większy luz, a na zachodzie kultura pracy polega raczej na filozofii – jak robisz szybko to robisz raz że niedokładnie dwa że niebezpiecznie! Cały czas a powoli.
Ile dziś i czy w ogóle do górnictwa dopłaca państwo? Nie wiem nie siedzę w temacie (do emerytur na pewno dopłaca- MY!) Ale uważam że jeśli firma ma zysk np. fabryka samochodów to niech i jej pracownicy dostają co pół roku w ramach premii samochód,i po 5000zł na święta itd. co mnie to obchodzi. Ale jeśli do tej fabryki miałoby dopłacać Państwo z podatników (którzy przez to zubożeją) a oni nadal by dostawali po samochodzie, trzynastki itd. no to sorry! I jeszcze mi się by wmawiało że mam kupować ten droższy samochód bo nasz no to bez jaj! Gdzieś mam taką solidarność!
Wszystko jest zepsute od środka i na zewnątrz, my przy takich pokładach bez katastrof, trzęsień ziemi to z tego węgla powinniśmy robić wszystko, paliwo, energię za grosze zarabiać, na światowych rynkach, a jest jak jest. A np. Japończycy? Tereny masakra a radzą sobie lepiej jak my potrafią? Ano!
Długo by można pisać i pisać i rozwijać każdy podpunkt, podtemat ale mi się już nie chce, osobiście co do górnictwa nie widzę innej alternatywy jak prywatyzacja, byleby z głową, a nie sprzedawać pokłady za bezcen, zamykać itd. itp.

Kira:
Polska nie może konkurować w każdej dziedzinie. Powinniśmy się oprzeć na paru konkretnych gałęziach przemysłu i w nich celować. Tyle że to by wymagało – jak sam napisałeś – odgórnego planowania i inwestycji.
Jak sam widzisz po komentarzach, młodzi Polacy olewają, co będzie w Polsce. Zależy im na własnym losie. Nie wmawiaj im, że będą niewolnikami, bo kto wie, czy wyjeżdżając stąd nie wygrają „losu na loterii”; a ich dzieci nie będą pewnie nawet Polakami.

Autor:
Na pewno większość wyjeżdżających osób – często z małymi kwalifikacjami i znajomością języka, która nie powala – wyląduje na zmywaku, w magazynie, itp. Profesjonaliści z poszukiwanych specjalności ze znajomością języków być może wygrają los na loterii.

czwartek, 20 lipca 2017

Polska transformacja ustrojowa po 1989 według Kieżuna

Jeden z czołowych przedstawicieli polskiej ekonomii i zarządzania, Witold Kieżun, mówi o transformacji kraju jak o kompletnej porażce. „Dziennik Gazeta Prawna” przeprowadził rozmowę z ekonomistą, w której nazywa on transformację dokonaną w Polsce po 1989 roku „klasyczną neokolonizacją”, jak również śmiało wysuwa stwierdzenie, iż Polaków najzwyczajniej wtedy okradziono.

Winni temu wg Kieżuna są przede wszystkim nieuczciwi i niekompetentni ludzie. Proces reformy gospodarki, który został przez nich dokonany oparty został właściwie na likwidacji potencjału ekonomicznego kraju. Na poparcie swoich śmiałych wniosków odniósł się do prywatyzacji 92 procent polskich przedsiębiorstw, które były wystawione na sprzedaż i ocenione/wycenione przez zagraniczne podmioty. Doprowadziło to między innymi do sprywatyzowania wielu z nich po cenie poniżej kosztów owej wyceny.

 
Na tym surowa ocena ekonomisty się nie kończy. Porównuje Polskę w tamtym czasie do Afryki, podkreślając, że nasz kraj stał się terenem ekspansji po 1989 roku. Tak samo w Polsce jak w Afryce ceny spółek do prywatyzacji były zaniżane, przebiegały podobne procesy i patologie. Zagraniczni inwestorzy zaczęli we wczesnych latach 90. robić w Polsce duże interesy. Był to wtedy dla takich raj z niezliczoną ilością perspektyw na spory zarobek – oczywiście dzięki niekompetencji wtedy odpowiedzialnych za transformację.


Witold Kieżun powraca do faktu rozdrobnienia polskiej sceny politycznej na początku lat 90. Podkreśla, że problem nie został zażegnany i porównuje demokrację w Polsce raczej do autorytaryzmu, gdyż nie ma w niej za wiele z książkowego pojęcia demokracji. Obwinia za to formę ustroju, która rozdziela społeczeństwo na obóz PiS i obóz PO. A co Wy myślicie na temat tak śmiałych wniosków?

środa, 19 lipca 2017

piątek, 7 lipca 2017

Podwyżki, politycy oraz los Polaków

Czytam sobie właśnie, że nasi "czcigodni" politycy u władzy uznali, że jest nam Polakom tak dobrze, że aż za dobrze. Jednak przecież zgodnie z wieloletnią logiką miłościwie nam panujących taki stan nie może trwać wiecznie. Trzeba działać - i tutaj rzecz zadziwiająca.

Tak (rzekomo) antagonistyczni wobec siebie politycy PO-PIS-PSL i inne "nowoczesne" odpryski pomagdalenkowego ładu niby gdzieś tam wojują i się kłócą, ale są zadziwiająco zgodni, jeśli chodzi o temat zasadniczy - o golenie obywatela z resztek posiadanej wolności, godności i majątku. 

Sobie podnieść pensje... ooo... no a jakże, od razu, bez problemu - a obywatelowi... dowalić podatkami, podwyżkami, opłatami, parapodatkami... solidarnie, jednogłośnie, zdecydowanie. Tu naprawdę nie ma żadnego konfliktu między POwcami a PISowcami. (A te pozorowane Pudelkowe i Faktowe konflikty na tym blogu mnie nie obchodzą.)

Co szykują nam politycy w najbliższym czasie.

- podwyżka cen paliwa o ca. 25 groszy/l
- podwyżka cen piwa, nawet o 1 zł na 1 butelce
- nowy "podatek węglowy" doliczany do cen prądu
- nowa "opłata środowiskowa", czyli podwyżka cen gazu o ca. 7%
- podwyżka cen wody
- kolejne podwyżki ubezpieczeń OC/AC, bo obywatele jeżdżą za dużo (za tanio) i najwyraźniej blokują ruch kolumnom rządowym
- "uszczelnienie" systemu abonamentu RTV, czyli zdzieranie opłat z tych, którzy nie chcą ich uiszczać (bo TVP na ogół nie oglądają)
- podwyżka cen leków
- podwyżka/wprowadzenie nowych opłat recyklingowych/środowiskowych


By Polska się "rozwijała" zgodnie z interesem polityków - nam Polakom musi być przecież biedniej i gorzej. Jak to sprecyzował ich ideowy protoplasta za czasów Generalnej Guberni - Polak powinien wg nich liczyć tylko do 100 i zadowolić się cienką zupką...

Czytaj:

Zupa partyzancka i trudne czasy


wtorek, 18 kwietnia 2017

Nudzi mnie stały scenariusz

Nudzi mnie stały "społecznościowy" scenariusz blogowania, facebookowania, czy innego utrzymywania kontaktów przez internet. Szczerze mówiąc nie tyle nudzi, co mam go serdecznie dość.

Ale o co chodzi?

Jak widać jestem osoba, która udziela się w rożnych miejscach i nawiązuje szereg kontaktów.

Tyle, że znajomości są ciekawe, ale z reguły trwają od kilku tygodni, do kilku miesięcy i z reguły się kończą niemiło, co by nie powiedzieć w sposób chamski.


Wszystko jest elegancko, ale jedynie do czasu mojego pierwszego wpisu,, wypowiedzi, sentencji, czy wyrażenia elementów światopoglądu, który nie zgadza się z poglądami mojego internetowego "przyjaciela", lub "przyjaciółki". Taka wypowiedź z mojej strony trafi się na 100%, ponieważ jestem blogerem podejmującym wiele tematów.

Ludzie obecnie nie potrafią oddzielać poglądu od osoby i wypowiedzenie zdania przeciwnego traktują jako atak. W końcu lecą do mnie wycieczki personalne, czego akurat nie toleruję. Zaczyna się mikro-wojenka. Kontakt się kończy.

Nie rozumiem tej powszechnej potrzeby równania wszystkich do jednego poziomu (choć podejrzewam, że to efekt działania systemu edukacji), co przejawia się także w kontaktach prywatnych. Ludzie mają tendencję tylko do utrzymywania znajomości z osobą posiadającą 100% identyczne poglądy, albo na tyle spolegliwą, że przemilczającą swoje własne zdanie w wielu przypadkach. (Ja akurat własne zdanie wyrażam.) Scenariusz inny, szczególnie w internecie, kończy się chryją. Nie zgadzanie się z jaśnie panem, albo jaśnie panną w ciągu kilkunastu minut z najlepszego internetowego kumpla robi z ciebie zagorzałego wroga.

Do tego dochodzi fakt, że przez internet ludzie są bardziej skorzy do agresji, niż "w realu", nie trzeba wiele do trawienia czasu na kłótniach.

Obecnie nauczony doświadczeniem bardzo szybko ucinam ewentualne wojenki i trawienie czasu na gardłowanie w necie. Zdarzyło mi się, owszem, redukuję jednak ten czas... po prostu kończę znajomość od razu, jak strona przeciwna wchodzi w pewne charakterystyczne rozdygotanie i rzuca pierwsze "epitety"...

...mimo pewnej sprawności i doświadczenia socjalizowanie się i pozyskiwanie nowych znajomości na necie staje się dla mnie, mówiąc oględnie, mało atrakcyjne.

piątek, 14 kwietnia 2017

Fluor jest szkodliwy

Zgadzam się z poglądem, że fluor i jego związki są dla nas toksyczne.

Uważam, że nie ma uzasadnienia fluoryzacja zębów, dodawanie tej trucizny do past do zębów i płynów do płukania. To inżynieria społeczna mająca obniżyć inteligencję społeczeństwa - mająca zrobić z nas pokornych i nie myślących konsumentów, takich którzy się nie buntują. Fluor to neurotoksyna, powoduje obumieranie Twojego mózgu na raty.

Nie używaj past z fluorem, nie używaj płynów do płukania zębów z fluorem! Trudno znaleźć zamienniki, ale one istnieją. Poszukaj!

 

Kawa mielona

Dziś o tytułowej kawie. Kiedyś, kiedy kolejna osoba mówiła mi o własnoręcznym mieleniu ziaren kawy myślałem sobie.... o kurczę, przecież tak się robiło za komuny, teraz mamy nowoczesność, postęp, idziesz do sklepu i kupujesz sobie dowolna kawę już zmieloną albo co lepsze - rozpuszczalną... kto by tam kawę mielił, przecież to jakieś średniowiecze.

Tak myślałem i ja, do czasu, kiedy tu i tam nie uświadomiono mnie, że kawa rozpuszczalna jest.... hmm... no właśnie, słów nie znajduję na to, tak samo jak informacji z czego tak naprawdę się składa, natomiast kawa mielona gotowa, z supermarketu, może być tak naprawdę mielona ze znacznym wzbogaceniem wsadu (odpady produkcyjne, gałązki kawowe, łupiny, itp.) i to jest jak najbardziej legalne.

Kupiłem paczkę ziaren, jakiś pierwszy lepszy młynek, spróbowałem i tak już zostało. Ten zapach, ten smak... trudno teraz wrócić do rozpuszczalnej, albo mielonej z marketu.


Oczywiście jestem za leniwy i wygodny, aby mielić kawę przed każdym podaniem, co jak co, świeży zapach i wrażenie świeżo zmielonego produktu utrzymuje się przez kilka dni. Raz na tydzień od razu zmielę sobie większą porcję i przesypuję do szczelnej puszki, Często mielę kawę w okolicach zlewozmywaka, lub przy jego "zajęciu" w łazience. Dzięki temu można ekspresowo wyczyścić rozsypane przy przesypywaniu z młynka fusy, których zawsze trochę wyleci, trochę wody, moment i jest czysto...

Nie wiem jak Ty, ale ja lubię rozpoczynać tydzień od kubka pysznej, aromatycznej kawy...

niedziela, 5 marca 2017

Postna kiełbasa Dudy i Wiewiórka, która wzruszyła Polskę

Dziennikarze ze środowisk Gazety Ważnej rozpętali "na internetach" aferę w związku z Dudą jedzącym kiełbasę na stoku w dzień postny. Duda - Katolik a tak wzgardził tradycją! Oj... FB zaczął żyć hejterskimi memami i ludzie zaczęli się burzyć. Jak zwykle posypały się wulgarne komentarze, kłótnie, internetowe szarpaniny między tymi bardziej religijnymi i tymi mniej, między pisowcami a nowoczesnymi, itp.



Słynne zdjęcie Dudy, które zelektryzowało całą Polskę. Tyle, że kiełbasa ze zdjęcia okazała się być nadziewanym pomidorem z bundzem. Wystarczyło zapytać restauratora, sprawdzić kancelaryjne menu tego dnia, itp. Bo pomysł taki jak powiększenie widoku zdjęcia, to "chyba zbyt trudny jest, ęęę...".

Ludzie podający memy dalej... chowają teraz głowy w piasek. Żenujące to dla mnie, nawet jako dla człowieka z grupy NPŻP (nie popieram żadnej partii).


Wiewiórka, która wzruszyła Polskę

Kiedy jedna z gimnazjalistek z FB, które mi się zaplątały na profil, w emocjonalnym wywodzie stwierdziła, że powinno się za to "bestialstwo z wiewiórką" zabić nie tylko wszystkich z PIS, ale też wszystkich, którzy kiedykolwiek głosowali na PIS.... "sikłem".

Niewyobrażanie cierpienia wiewiórki, w bestialsko zniszczonej dziupli są winą tej, czy innej opcji w walce politycznej. Cały FB zaczął rozczulać się nad wiewiórką i kipić z nienawiści.

Tylko dojście do autora zdjęcia oraz feralnego drzewa pokazuje co innego. Drzewo nadal stoi, został tylko usunięty konar złamany przez wichurę, jako wynik normalnej konserwacji terenów zielonych. 


Odpowiednie kadrowanie zdjęcia jednak działa cuda i daje emocje "smartfonowej", bezrefleksyjnej gimbazie z Facebooka na długie, długie dni.

Ciekawe jaka będzie kolejna akcja medialna środowisk Gazety Ważnej? Może wiewiórka z Aleppo zajadająca się w postny dzień kiełbasą? Co ja mówię... 10 wiewiórek z Aleppo!!!

poniedziałek, 13 lutego 2017

Patriotyzm na Facebooku

- Opuszczam Twoją grupę - nie chce być w Twoim gronie! - pisze mi gniewnie jeden z Czytelników.
- Ale o co chodzi? - Pytam zaskoczony.
- Przejrzałem twój profil, należysz do PISowskich grup, popierasz PIS, nie jesteś polskim patriotą! - zanim zadaję kolejne pytanie - obrażony Czytelnik wychodzi.


Patrzę na swój profil. Istotnie. Kilka grup PISowskich. Mam 2000 znajomych na FB i widocznie mnie pododawali. Spoko, taki urok FB. Przezornie jednak wypisuję się z grup politycznych.



Wczoraj dyskutuję o polityce u dalszego znajomego na FB. Do rozmowy wtrąca się jakaś dziewoja...
- Ty jesteś trollem, ty tylko mieszasz, nie jesteś żadnym patriotą - wykrzykuje dziewoja.
- Ale o co chodzi?
- Przejrzałam twój profil, nie należysz do żadnych grup PIS. Nie jesteś patriotą!
Zanim zadam kolejne pytanie, patriotyczna dziewoja mnie banuje.


Patrioci...

niedziela, 12 lutego 2017

Polityka w kontekście osobistych finansów Polaków. MP3

Dziś wypowiem się w kontekście polityki stronnictwa rządzącego w następujących kwestiach:
  • poziom życia w Polsce, te same ceny, 5x mniejsze pensje niż w Niemczech
  • problem SMOGU, nowe "rugi pruskie", zamiast kompleksowego rozwiązania...
  • zakaz kupna polskiej ziemi rolnej przez Polaków, przyczynek do depopulacji Kraju
  • niestabilna polityka wobec drobnego biznesu oraz MŚP, sabotaż ekonomiczny i duszenie rozwoju Kraju
  • problem frankowiczów i deklaracja o jego pominięciu
  • symbolika i machanie chorągiewką, jako jedyne pro-polskie elementy polityki...
Jestem osobą apolityczną. Nie popieram żadnej partii, nie należałem i nie należę do żadnej partii. Mam prawo do krytyki zarówno polityków PO jak i PIS i uważam, że takie prawo mają też Czytelnicy. Wszelkim politykom należy patrzeć na ręce oraz kontrolować ich decyzje.

Zapraszam do wysłuchania: http://oszczedzanie.biz/wp-content/uploads/2017/02/oszczedzanie-polityka-rzadu.mp3 

 Zapraszam do komentowania!

Post do którego się odnoszę w nagraniu:

Tolerancja, uchodźcy i 10 sierot z Aleppo. MP3



Dla poprawy humoru... bo polityka to ciężki temat. 

poniedziałek, 6 lutego 2017

Fałszywe konta na FB

Ostatnio mam zalew zaproszeń z fałszywych kont. Nie wiem po co komu generować te fejki w takiej ilości - ot tak, potencjalnie emitując treści komercyjne z fejku można zwiększyć zasięgi reklamowe, ale większość tych kont nie jest zbyt aktywna, a przynajmniej mi się tak wydaje na podstawie obserwacji.

Może jakieś cele "wirusowe"? Budowanie bazy do handlu profilami? Ma ktoś koncepcje, skąd nagle tyle fejków?

Tymczasem pokażę Wam jak wygląda typowe fałszywe konto. Ładna dziewczyna na zdjęciu profilowym, 2-3 wpisy o pierdołach, najczęściej wypięte zdjęcie albo "usta karpia", albo i zupełnie "po bandzie", bez żadnych wpisów.


Fotka wzięta z Pinteresta czy innego portalu randowego, albo od jakiejś trzeciorzędnej modelki, np. powyżej od Emilki Ratajkowskiej. Poniżej coś w typie ruskiego portalu randkowego.


Czasem zupełnie ewidentny skan z jakiegoś magazynu.


To wszystko. Więcej nie trzeba. Panowie lgną jak do miodu. Sypią się komplementy, Fejkowe konta rosną.

Ciekawe po co. Ktoś wyjaśni zagadkę?

Bo wszyscy mówią...

Jeszcze nie wystygła mi klawiatura od mojego wpisu na temat hamowania silnikiem....

Hamowanie silnikiem – szkodliwy mit oszczędzania! NIGDY nie hamuj silnikiem!


...a już gdzieniegdzie sypią się gromy oburzonych osób.

Do bardziej kulturalnych komentarzy należy:

leburaque:

No dobra, to jak jest? Hamowanie silnikiem (tak mnie uczyli na kursie parę lat temu) miało poprawiać oszczędność zużycia benzyny i wszyscy tak mówią wokoło. (...)

Odpowiadam na tego typu teksty tak:

Nic mnie bardziej nie mierzi intelektualnie niż argument "bo wszyscy". Na słowo "wszyscy" mam reakcję alergiczną. Co to za argument "wszyscy" i co on mi daje? Zupełnie nic.

Kilka przykładów z życia.


Kiedyś wszyscy mówili, łącznie z tzw. autorytetami, że trzeba jeść margarynę dla zdrowia - po latach okazało się, że ona zapycha żyły i powoduje miażdżycę.

Ofiarami "Pana Doktora w białym kitlu" występującego w reklamie margaryny w TV padło przez lata wiele tysięcy mężczyzn, którzy poumierali na choroby układu krążenia wywołanymi jedzeniem syntetycznie utwardzanego tłuszczu, czyli margaryny. 

Miażdzyca

Margaryna miała leczyć zmiany miażdżycowe, tymczasem przyczyniła się do ich zwiększenia, ale przecież wszyscy mówili...

....z kolei miażdżycę najlepiej leczą jajka, o których kiedyś wszyscy mówili, że zawierają cholesterol, po latach badań okazało się, że jajka istotnie mają cholesterol, ale jego "dobrą" odmianę, która leczy miażdżycę, więc powinno się ich jeść jak najwięcej...

Przez nagonkę na jajka kurze i redukcję ich spożycia poumierało przez lata kolejne tysiące mężczyzn na tzw. "choroby cywilizacyjne", tymczasem skuteczne lekarstwo było tak blisko, tuż w pobliskim spożywczaku. Dramat i głupota.


To są dwa przykłady zdrowotne, bo jak wiecie mam też bloga o zdrowiu widocznego w panelu po prawej...




Przykładów historycznych można mnożyć wiele. Natomiast argument "bo wszyscy" jest nietrafiony z jednego powodu.

Statystycznie jest o wiele więcej ludzi głupich niż mądrych. Typowy rozkład statystyczny mówi, że głupich jest w społeczeństwie co najmniej ca. 75%. Jeśli coś - w kontrowersyjnym temace, jak powyżej - robią i mówią wszyscy, najpewniej jest to właśnie głupotą, której należy unikać.