sobota, 26 listopada 2016

Wszystko co powiesz, może być użyte przeciwko tobie...

You have the right to remain silent. Anything you say can and will be used against you (...)

Słowa, które często słyszymy w amerykańskich filmach są aktualne bardziej niż kiedykolwiek w dobie FB.

Niedawno rozmawiałem z jednym kolegą, który w dość żartobliwy sposób na fejsie opowiedział o swojej wizycie u kontrahenta, a salę konferencyjną w dość starym klimacie porównał do "sali rozpraw" czy czegoś w tym stylu.  Pozornie niewinny żart puszczony na prywatnym koncie dla grona znajomych, sam go lajkowałem i uśmiechnąłem się szeroko... ale bynajmniej nie uśmiechnął się kontrahent. Zrobiła się z tego niezła chryja. Wpis oczywiście poleciał, ale smród został.

W międzyczasie kolejny z kolegów opublikował bardzo fajny wpis...

Posprzątałem swojego Facebooka – polecam to każdemu



...który obudził mnie nieco. Przecież w sumie tak niedawno sam miałem ostrą chryję w towarzystwie na temat napisania na blogu kilku w sumie niewinnych słów, o tym, że sposób oszczędzania jednego z moich znajomych jest dla mnie nieakceptowalny... z czego zrobiło się istne "tsunami gówna" zalewające moje relacje.

Dzięki Koledzy za obudzenie mnie i przypomnienie, że "Wszystko co powiesz, może być użyte przeciwko tobie...". Wpisy zbyt kontrowersyjne tutaj, pod tym adresem, który niby jest taki "trochę dla zaufanych", ale który z łatwością odnajdzie "każdy chcący" archiwizuję i jestem skłonny raczej przejść tylko i wyłącznie na jakieś lekkie tematy.

Z wątków kontrowersyjnych zostaną na razie jedynie wpisy turbosłowiańskie, bo tu trzeba być chyba zdrowo rąbniętym, by obrażać się jakoś ciężko na spekulacje o Lechitach czy np. dyskusje, który miód pitny jest bardziej słowiański i czy nasi przodkowie pili "kawę z żołędzi", itp.



Tymczasem zerknijmy na kilka nowych wątków, które mnie zainteresowały.



czwartek, 17 listopada 2016

Hejterzy i krytykanci na blogach

Mam od jakiegoś czasu jedną i słuszną strategię radzenia sobie z hejterami i z krytykantami. Myślę, że obie kategorie odwiedzających blog można obecnie wrzucić do jednego wora, gdyż zjawisko pt. kulturalna krytyka w internecie nie występuje.


Owszem, słyszałem o czymś takim jak "kulturalna krytyka" np. moich wpisów, ale też słyszałem o odwiedzinach kosmitów w hitlerowskim kompleksie Riese... problem w tym, że jednego, ani drugiego zbyt często nie widuję.

Jeśli ktoś otwiera usta, by skrytykować np. któryś z moich amatorskich wpisów (cały czas podkreślam, że jestem blogerem-amatorem-hobbystą) i ja jestem miły, daje się wypowiedzieć, to na ogół moja dobroć i otwartość kończy się i tak rozbrykaniem dyskutanta - próbą ustawienia się "na wyższej pozycji", w końcu wyjechaniem mi z argumentami personalnymi, chryją, itp.

W końcu jeśli ktoś jest uprzejmy, to znaczy, że jest słaby i można takiemu pojechać, no nie? To jest niestety nieubłagana logika współczesnego internetu, gdzie niepodzielnie rządzi tzw. gimbaza.

Na zdjęciu widzicie właściwe miejsce do krytyki na moich blogach.
Jest to profesjonalny pojemnik na... zgadnijcie na co...

Kiedyś moimi blogami de facto rządziła grupka znajomych, aktywnych czytelników i komentatorów, którzy wiedzieli jak mam prowadzić moje blogi lepiej niż ja sam... a ja? Ja pozwalałem dosłownie na wszystko w imię wiary w wolność wypowiedzi, wygłaszania swoich opinii i poglądów. Każda krytyka była dopuszczana.

Wolność zakończyła się anarchią. Zaufanie, uczciwość i dobroć skończyły się dla mnie dość nieprzyjemnie, w pewnym momencie podjęta była już nawet decyzja o zniknięciu z netu i zaprzestaniu blogowania. (Tak by z resztą było, gdyby nie podjęte wcześniej zobowiązania - np. linkowanie kolegów, pomoc w promocji firmy kumpla itp.).


Tak czy inaczej moja polityka idzie tylko i wyłącznie w jedną stronę. Z całkowitej info-libertariańskiej swobody wypowiedzi w stronę ostrego "monarchistycznego" zamordyzmu gdzie nie pozwalam nawet na ciche piśnięcie.

Moje blogi nie są obecnie miejscem do wolnej, swobodnej wypowiedzi dla każdego i jakby nie patrzeć bezwzględnie lokowanie hejterów i krytykantów we właściwym dla nich miejscu (patrz na przedostatni obrazek), jest jedyną słuszną taktyką prowadzenia interakcji czytelniczych na blogach..


P.S. Sponsorem dzisiejszego programu jest literka A, cyfra 9, oraz hejterzy dobierający się do jednego z blogów:

Filmy Science Fiction 


wtorek, 8 listopada 2016

Nowy system, który nie muli

Po małej awarii komputera przyszedł czas na zainstalowanie nowego systemu. Jest to Linux (Fedora24).

Kilkuletni laptop nie jest torpedą, ale radzi sobie dobrze pod stosunkowo ciężkim system linuksowym. Kiedy już wystartuje, chodzi stabilnie i nie muli.

Windows 10 natomiast potrafi go zabić na amen. Zero możliwości realnej pracy. Mulenie, mulenie, trybienie, mulenie, wieczne aktualizacje i pobieranie czegoś z netu w tle.

Odradzam wszystkim korzystanie z Windows 10, systemu kompletnie nieużywalnego, o ile nie masz najnowszego i dość szybkiego sprzętu.


sobota, 5 listopada 2016

Zobacz ducha...

Zablokowałem komentarze do ostatniego postu, jednak w ostatnich dniach byłem zbyt zajęty, by bawić się w strzelanie do hejterów i likwidowanie ich komentarzy. Czasem to nawet zabawne, ale ostatnio mi się nie chce...

Nie. To nie film Science Fiction
takie coś naprawdę jest na Marsie.

Zjawa widziana przeze mnie ostatnio daje się oczywiście łatwo wytłumaczyć na przykładzie słynnej marsjańskiej twarzy. Mamy po prostu genetycznie wdrukowaną tendencję dostrzegania w różnych rzeczach kształtów antropomorficznych, czy "biologicznych". Taka umiejętność była niezbędna w czasie polowania, lub w czasie walk z innymi osobnikami. Lepiej tu popełnić błąd i dostrzec nieistniejącą sylwetkę wroga w zaroślach, bo niedoszacowanie sytuacje z drugiej strony mogło kosztować życie.


Marsjańska twarz z innej perspektywy.

Ruch na moich zdjęciach da się wytłumaczyć delikatnymi zmianami oświetlenia i próbą dostosowania się do tego elektroniki aparatu...

Patrz:

Duch na cmentarzu? Co widziałem?

wtorek, 1 listopada 2016

Duch na cmentarzu? Co widziałem?

Dziś w czasie wizyty na cmentarzu chciałem wypróbować mój aparat. Nic specjalnego, chciałem po prostu wyłapać do którego momentu zmierzchu poradzi sobie z wyłapaniem obrazu, dla testów cykałem po kilka serii zdjęć z jednego miejsca.

Zestawiając 3 ostatnie zdjęcia, wykonane z tego samego miejsca w serii zauważyłem dziwny ruch w prawym, górnym rogu ekranu.

Zauważysz sam/a  ten nietypowy ruch zgrywając 3 ostatnie fotki na dysk (prawy klik myszy, zapisz jako) po czym puszczając je w dowolnej przeglądarce fotek pod rząd.

Kształt jakby lekko się podnosi i zaczyna patrzeć w moją stronę. Dziwne... br....

W powiększeniu widać wyraźne różnice kształtu. Sylwetki ludzi pozostają bez zmian, oni stoją nieruchomo nad grobami. Kształt jednak wyraźnie się porusza (pogodny wieczór, brak wiatru).

Kształt powiększyłem i wykardowałem na fotce poniżej - czerwone kropki to moje oznaczenie dziwnego obszaru zdjęcia.

Co o tym myślisz?






Ciąg dalszy:

Zobacz ducha...

 

Nasze jedzenie jest najlepsze!

"Fast food" czyli po zagranicznemu szybka przekąska. Co to na ogół jest?

Niskiej jakości parówka w wątpliwej klasy białym pieczywie polana keczupem, który mam może z 3% pomidorów w składzie, a reszta to jakiś żel i aromaty. No ale jest nowocześnie, po amerykańsku.

Całkiem niedawno (przynajmniej u mnie na prowincji) pojawił się kebab. Na kebabie byłem kilka razy, do chwili, kiedy nie strułem się nim straszliwie... ale co tam, może to nie wina tego, że egzotyczny sprzedawca kebaba nie myje rąk, tylko akurat złapałem jakąś jelitówkę?


Powiedziałem sobie. NIE! Unikam jedzenia poza domem, chyba, że jest to klasyczna polska kuchnia, np. pobliska pierogarnia, albo bar familijny z dobrym żurkiem i klasycznymi, polskimi daniami obiadowymi.

Tego się trzymałem i było dobrze. Ale.. ale...

Niedawno przy jakiejś okazji dałem się znów namówić na kebab u "przybyszów z dalekich krain" i ...przypłaciłem to 3 dniami na sedesie.

Nie dziękuję. Stwierdzam, że polskie jedzenie jest dla mnie najlepsze. Trzeba się tak zorganizować, by jednak zjeść pierogi żony.

Kiedy się człowiek bardzo śpieszy na mieście lepiej zjeść po prostu jabłko, czy jakąś bułkę z pobliskiego sklepu, ale unikać podejrzanych budek.

Co Ty o tym myślisz? Napisz w komentarzach poniżej!

Polecam:

Jaka powinna być dieta mężczyzny?