poniedziałek, 26 grudnia 2016

Zamykam niedoszły blog o podróżach...

Rok temu w czasie świąt, by nie siedzieć przed TV i nie tracić czasu bezproduktywnie, pracowałem nad zrębami bloga podróżniczego pt. "Podróże i kawa"... zamysł był ambitny, na rozwinięcie bloga nie starczyło czasu i zapału. W chwili, kiedy to czytacie blog jest już historią.

Nie jest to mój pierwszy rozpoczęty, następnie zlikwidowany blog. Nie zawsze się udaje, nie zawsze pierwszy entuzjazm wystarczy do stworzenia czegoś sensownego... tak odszedł kiedyś w niebyt mój pierwszy blog technologiczny.

Dwa lata wcześniej w identycznych okolicznościach założyłem jednakże Zarabianie Pieniędzy, który się mi całkiem przydaje. Także finalnie określam moje eksperymenty blogowe jako udane.

Raz coś wyjdzie, raz nie... ale ważne, że coś się dzieje ;-)
Jako pamiątka bloga o podróżach został mi fragment wstępniaka... kto wie... może jeszcze kiedyś się przyda do nowego podejścia do podróżniczego blogowania?

Zobaczcie ;-)

Zamysł bloga, jeśli chodzi o moją stronę, ma już około 10 lat i sięga chwil, kiedy przeprowadziłem się z Poznania do Lubina (rodzinnego miasta na Dolnym Śląsku).

Lubin w owym okresie nie był zbyt pięknym miastem, dominowały osiedla niezrewitalizowanych bloków z epoki PRL, było szaro, buro, ponuro i cholernie nudno. W sensie pracy i biznesu nie można narzekać, jednak w aspekcie spędzania wolnego czasu to był koszmar typowego górniczego miasta-sypialni (obecnie jest o niebo lepiej).


Każdą wolną chwilę spędzałem więc poza miastem, korzystając ile się da z uroków Dolnego Śląska, z gór, zamków, starych miast, z pogórza Sudeckiego, z wygasłych wulkanów, z hitlerowskich ruin i innych atrakcji…


Pojawił się oczywiście zamysł, aby to wszystko opisać, zebrać, podzielić się z kimś przygodami (w stylu off-roadowych, mrożących krew w żyłach, górskich wojaży starą Skodą) oczywiście, takie strony www tu i tam można znaleźć, ale co własne to własne. Pomysł dojrzewał latami i już kilka razy brałem się do tworzenia czegoś, ale zawsze napotykałem jakieś przeciwności…


Na razie nie wyszło jak planowałem. Do zobaczenia w następnym projekcie ;-)

wtorek, 13 grudnia 2016

Dylemat autora podcastów vel MP3

Jakiś czas temu zacząłem nagrywać mp3, to większość z Was wie. Ostatnio wrzuciłem ich kilka tutaj i mam dylemat.

Co do samych nagrań nie ma odwrotu, jest to forma wypowiedzi, którą lubię, która pozwala mi doskonalić płynność i składne wypowiadanie się, którą mogę wykonać np. na treningu, wykorzystując czas podwójnie...

Czy to jest forma publikacji optymalna/nowoczesna, czy nie, nie ma w tej chwili znaczenia, te audycje są nagrywane wyłącznie "jako hobby". (Co oczywiście nie oznacza, że nie chcę ich dalej doskonalić - docelowo w kierunku YT.)



Jednakże, by ułatwić/zachęcić Czytelników od dawna zacząłem dodawać do nagrania mały skrót, konspekt, o czym ono jest. Czasem dosyć rozbudowując stronę tekstową.

Jaki efekt? Mam wrażenie, że większość ludzi czyta ten tekst zupełnie ignorując dodane MP3. W rzeczywistości mówię do niewielkiego grona osób, reszta przelatuje po tytule i konspekcie. Wyrabia sobie jakiś wyimaginowany myślokształt dot. czego dotyczy wpis, po czym zajadle z im walczy. Walka i dyskusja z własnymi urojeniami. Dylemat czy takim osobom tłumaczyć cokolwiek (strata czasu), czy od razu wciskać przycisk blokady?

Zjawisko to dla mnie nie nowe. Szczególnie widoczne to było w ostatnim okresie, przy ostatnich wpisach, gdzie, sądząc po argumentach, na FB miałem dziesiątki burzliwych dyskusji, z których było widać, że 95% zaangażowanych w ogóle nie odnosi się do faktów z nagrania. 

Generalnie, jak już pisałem dla dużego grona osób (nawet znajomi byli oburzeni) teraz  jestem ruskim trollem i zdrajcą Polski, mimo że w nagraniach wykazuję konieczność zwiększenia naszej obrony oraz rozbudowę Obrony Cywilnej. Dlaczego? Ano tylko dlatego, że tytuł wpisów nie ma jednoznaczego pro-polskiego wydźwięku, a konspekt jest dość suchy, bez pro-patriotyczych uniesień. Trochę się tym wkurzyłem, bo we w gruncie rzeczy "pozytywistyczne" wpisy włożyłem trochę energii.

Wniosek? W ogóle nie dodawać żadnego konspektu z treścią, a jedynie luźną zajawkę, zachętę do wysłuchania, nie związaną mocno z treścią?

Jak opisać mp3, by zachęcić inteligentne osoby do wysłuchania, jednocześnie nie dając pożywki do dyskusji facebookowym idiotom*?

*użytkownicy FB zasadniczo i w większości nie są idiotami, jednakże to medium przyciąga wielu z nich i taki jest fakt.


niedziela, 11 grudnia 2016

Ofensywa hejterstwa - kontratak autora


Krwawa łuna nad moim miastem. Przypomniał mi się jakiś film katastroficzny, postapokaliptyczny, itp., który niedawno widziałem, ale nie mogę sobie przypomnieć tytułu...

...prawdziwą apokalipsę i atak zombiaków (hejterów) dostałem jednak na FB w związku z moimi ostatnimi wpisami. Muszę sobie przemyśleć plan dot. tych wpisów, ale także mojej dalszej działalności w internecie w kwestii obronności, przygotowania na gorsze czasy, miejskiego survivalu. Wstrzymuję na razie komentarze pod tamtymi wpisami na notatniku blogera.

To nie jest oczywiście jakaś nowość. Kiedy pisze się coś, co może być dobre dla Polski, co może zwiększyć naszą świadomość w aspekcie obronności, Obrony Cywilnej, prepperingu, survivalu - jak grzyby po deszczu wyrastają hejterzy i trolle, którzy chcą człowieka zdyskredytować. Ktoś im płaci, czy to skowyt bólu "bateryjki" odłączanej od Matriksa?

Mój notatnik blogera jest notatnikiem, brudnopisem, szkicem tych tematów, które chcę dopracować i podjąć na poważniejszych blogach. 



Tematy dopracuję i przeniosę. W szkicowniku mam materiał o Polskiej Flocie na Bałtyku... jeśli ktoś ma ochotę możemy już zacząć rozmowę na ten temat.

Podjąłem decyzję - poważną aktywność przenoszę na poważny blog, który będzie ulepszony i dopracowany przeze mnie, mianowicie:

miejski survival




sobota, 10 grudnia 2016

Rosja kontra Polska w powietrzu. MIG-25 vs. F-16




Na początku ze sceptycyzmem podszedłem do komentarza Andrzeja, który piszę o wielkiej przewadze Rosjan w powietrzu, ale sprawdziłem przekazane fakty o ca. 50% większej prędkości Rosjan oraz o ca. 2x lepszym pułapie lotu.

Porównanie zgodnie z zapowiedzią przeniosłem tutaj:

Rosja kontra Polska w powietrzu. MIG-25 vs F-16

Wojna z Rosją? Nie mamy nawet fundamentu obrony!

Politycy zajmujący się obronnością kłamią, z drugiej strony strosząc wojenne pióra.

Tymczasem prawda o obronności naszego kraju jest taka, że nie mamy nawet podstawowego fundamentalnego komponentu obrony Ojczyzny. 


W razie "W" przeciwnik może nam łatwo zrobić scenariusz typu MadMax albo nawet Holokaust v 2.0. Jest naprawdę źle, nie jesteśmy w ogóle przygotowani do konfliktu.

O co chodzi i dlaczego w internecie zimnokrwiści patrioci, preppersi, survivaliści, itp. mówiący prawdę są nazywani Ruskimi Trollami?

Zapraszam dziś na kolejne nagranie dot. ewentualnego konfliktu na terenie Polski.




Polecam:

Konwencjonalną wojnę z Rosją Polska przegrywa w 15 min. Nie jesteśmy gotowi!

P.S.


Podjąłem decyzję - poważną aktywność przenoszę na poważny blog, który będzie ulepszony i dopracowany przeze mnie, mianowicie:

miejski survival




 

 

piątek, 9 grudnia 2016

Konwencjonalną wojnę z Rosją Polska przegrywa w 15 min. Nie jesteśmy gotowi!

W dzisiejszej audycji MP3 powiem Wam o prawdopodobnym scenariuszu wojny konwencjonalnej z Rosją - scenariuszu bardzo złym dla nas. Wbrew deklaracjom Macierewicza, jesteśmy bowiem jako Polacy kompletnie nieprzygotowani do obrony.

W moim scenariuszu Rosja dokonuje punktowego, konwencjonalnego ataku na jeden prosty, oczywisty cel, który jest naszą piętą achillesową. Ponieważ Rosjanie dysponują miażdżącą przewagą w wojskach rakietowych, możemy tylko patrzeć i płakać. Armia "terytorialna" naszego "ukochanego" ministra nawet nie zdąży pobrać broni z magazynów...

Realne działania zbrojne trwają nie więcej 15 minut, potem Rosjanie jedynie zabezpieczają własne pozycje. Ani jeden Rosyjski żołnierz nie musi przekraczać granicy. Mimo to, rozpad "systemu" i scenariusz SHTF urzeczywistnia się w ciągu 48h, może już pierwszego dnia. 72h od ataku jesteśmy zmuszeni rozmawiać o warunkach kapitulacji.

Jaki to cel? Czy są szanse na zmianę czarnego scenariusza w przyszłości?

Przekonasz się o tym słuchając nagrania.



Audycja nie jest biciem piany, ani niepotrzebną prowokacją, jeśli interesujesz się trochę zagadnieniami militarnymi i preperskimi, zapewne po wysłuchaniu i przemyśleniu podanych faktów szybko przyznasz mi rację.


Polecam:

Co by było, gdyby wszystko nagle się zatrzymało z powodu braku prądu? Blackout

P.S.


Podjąłem decyzję - poważną aktywność przenoszę na poważny blog, który będzie ulepszony i dopracowany przeze mnie, mianowicie:

miejski survival




 

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Polacy wg Google

Dziś ktoś na jednej ze stron o Słowianach polecił mi, abym do okna wyszukiwarki wpisał hasło "Polacy to" i zobaczył co wujek Google odpowiada.

Wpisałem, zobaczyłem... i szok...

Nie podoba mi się to, a Tobie? Nie wierzysz... sprawdź...

Może by napisać... zaapelować do Google by nie "odwalali" takiego antypolonizmu...

Szukam sobie info na temat tego kto rządzi w Google i widzę, że chyba ten gość: https://pl.wikipedia.org/wiki/Larry_Page

Hmm...  Czy tylko Google nas tak nie lubi? Zobaczmy jak systemowa wyszukiwarka Microsoftu...

Ci też nas nie lubią...


Ostatnim kandydatem jest nowy gracz na rynku wyszukiwarek, szczególnie popularne w środowiskach wolnościowych, wśród geeków, antysystemowców i Linuksiarzy amerykańskie DDG.GG (w wielu Linuksach to domyślna, systemowa wyszukiwarka).


 Dopiero tutaj jest jakieś sensowne skojarzenie i podpowiedź...

Co Ty o tym myślisz? Skomentuj koniecznie, jestem ciekaw Twojej opinii.
 

sobota, 3 grudnia 2016

Grzecznie o politykach...

Obiecałem lekki materiał, który nie powodowałby spięcia u niektórych odwiedzających moje blogi, ale o czym tu pisać, by nie wywołać zbędnych dyskusji w internecie... nie ma o czym...


Na początek zatem o tymczasowej zmianie na blogu, który uważam za mój blog główny, czyli na Oszczędzaniu.

Jestem z typowej górniczej rodziny, choć sam - osobiście - w górnictwie nie pracuję, jednak identyfikuję się z moim regionem oraz innymi górniczymi rodzinami. Niech to będzie jakiś przekaz dla Czytelników.

W ostatnim wypadku w kopalni KGHMu w Zagłębiu Miedziowym zginęło 8 chłopaków, w tym roku to już razem 19 ofiar. Tak złego roku nie było odkąd ja i moi znajomi sięgamy pamięcią.


W międzyczasie mieliśmy "reformę podatkową" o oświadczenia ministra o ciężko pracujących posłach. Nie mogę się powstrzymać przed skomentowaniem tego memami z Facebooka.


O proszę... jaka rybka "polityczna"... zupełnie jak nasi posłowie. Obiecujący co innego, robiący co innego...


Uważam, że politykom powinno się znacznie przykręcić śrubę, obniżka uposażeń o 50% oraz normalne opodatkowanie. Zero tolerancji dla warcholstwa. To już jednak temat na inną dyskusję...

sobota, 26 listopada 2016

Wszystko co powiesz, może być użyte przeciwko tobie...

You have the right to remain silent. Anything you say can and will be used against you (...)

Słowa, które często słyszymy w amerykańskich filmach są aktualne bardziej niż kiedykolwiek w dobie FB.

Niedawno rozmawiałem z jednym kolegą, który w dość żartobliwy sposób na fejsie opowiedział o swojej wizycie u kontrahenta, a salę konferencyjną w dość starym klimacie porównał do "sali rozpraw" czy czegoś w tym stylu.  Pozornie niewinny żart puszczony na prywatnym koncie dla grona znajomych, sam go lajkowałem i uśmiechnąłem się szeroko... ale bynajmniej nie uśmiechnął się kontrahent. Zrobiła się z tego niezła chryja. Wpis oczywiście poleciał, ale smród został.

W międzyczasie kolejny z kolegów opublikował bardzo fajny wpis...

Posprzątałem swojego Facebooka – polecam to każdemu



...który obudził mnie nieco. Przecież w sumie tak niedawno sam miałem ostrą chryję w towarzystwie na temat napisania na blogu kilku w sumie niewinnych słów, o tym, że sposób oszczędzania jednego z moich znajomych jest dla mnie nieakceptowalny... z czego zrobiło się istne "tsunami gówna" zalewające moje relacje.

Dzięki Koledzy za obudzenie mnie i przypomnienie, że "Wszystko co powiesz, może być użyte przeciwko tobie...". Wpisy zbyt kontrowersyjne tutaj, pod tym adresem, który niby jest taki "trochę dla zaufanych", ale który z łatwością odnajdzie "każdy chcący" archiwizuję i jestem skłonny raczej przejść tylko i wyłącznie na jakieś lekkie tematy.

Z wątków kontrowersyjnych zostaną na razie jedynie wpisy turbosłowiańskie, bo tu trzeba być chyba zdrowo rąbniętym, by obrażać się jakoś ciężko na spekulacje o Lechitach czy np. dyskusje, który miód pitny jest bardziej słowiański i czy nasi przodkowie pili "kawę z żołędzi", itp.



Tymczasem zerknijmy na kilka nowych wątków, które mnie zainteresowały.



czwartek, 17 listopada 2016

Hejterzy i krytykanci na blogach

Mam od jakiegoś czasu jedną i słuszną strategię radzenia sobie z hejterami i z krytykantami. Myślę, że obie kategorie odwiedzających blog można obecnie wrzucić do jednego wora, gdyż zjawisko pt. kulturalna krytyka w internecie nie występuje.


Owszem, słyszałem o czymś takim jak "kulturalna krytyka" np. moich wpisów, ale też słyszałem o odwiedzinach kosmitów w hitlerowskim kompleksie Riese... problem w tym, że jednego, ani drugiego zbyt często nie widuję.

Jeśli ktoś otwiera usta, by skrytykować np. któryś z moich amatorskich wpisów (cały czas podkreślam, że jestem blogerem-amatorem-hobbystą) i ja jestem miły, daje się wypowiedzieć, to na ogół moja dobroć i otwartość kończy się i tak rozbrykaniem dyskutanta - próbą ustawienia się "na wyższej pozycji", w końcu wyjechaniem mi z argumentami personalnymi, chryją, itp.

W końcu jeśli ktoś jest uprzejmy, to znaczy, że jest słaby i można takiemu pojechać, no nie? To jest niestety nieubłagana logika współczesnego internetu, gdzie niepodzielnie rządzi tzw. gimbaza.

Na zdjęciu widzicie właściwe miejsce do krytyki na moich blogach.
Jest to profesjonalny pojemnik na... zgadnijcie na co...

Kiedyś moimi blogami de facto rządziła grupka znajomych, aktywnych czytelników i komentatorów, którzy wiedzieli jak mam prowadzić moje blogi lepiej niż ja sam... a ja? Ja pozwalałem dosłownie na wszystko w imię wiary w wolność wypowiedzi, wygłaszania swoich opinii i poglądów. Każda krytyka była dopuszczana.

Wolność zakończyła się anarchią. Zaufanie, uczciwość i dobroć skończyły się dla mnie dość nieprzyjemnie, w pewnym momencie podjęta była już nawet decyzja o zniknięciu z netu i zaprzestaniu blogowania. (Tak by z resztą było, gdyby nie podjęte wcześniej zobowiązania - np. linkowanie kolegów, pomoc w promocji firmy kumpla itp.).


Tak czy inaczej moja polityka idzie tylko i wyłącznie w jedną stronę. Z całkowitej info-libertariańskiej swobody wypowiedzi w stronę ostrego "monarchistycznego" zamordyzmu gdzie nie pozwalam nawet na ciche piśnięcie.

Moje blogi nie są obecnie miejscem do wolnej, swobodnej wypowiedzi dla każdego i jakby nie patrzeć bezwzględnie lokowanie hejterów i krytykantów we właściwym dla nich miejscu (patrz na przedostatni obrazek), jest jedyną słuszną taktyką prowadzenia interakcji czytelniczych na blogach..


P.S. Sponsorem dzisiejszego programu jest literka A, cyfra 9, oraz hejterzy dobierający się do jednego z blogów:

Filmy Science Fiction 


wtorek, 8 listopada 2016

Nowy system, który nie muli

Po małej awarii komputera przyszedł czas na zainstalowanie nowego systemu. Jest to Linux (Fedora24).

Kilkuletni laptop nie jest torpedą, ale radzi sobie dobrze pod stosunkowo ciężkim system linuksowym. Kiedy już wystartuje, chodzi stabilnie i nie muli.

Windows 10 natomiast potrafi go zabić na amen. Zero możliwości realnej pracy. Mulenie, mulenie, trybienie, mulenie, wieczne aktualizacje i pobieranie czegoś z netu w tle.

Odradzam wszystkim korzystanie z Windows 10, systemu kompletnie nieużywalnego, o ile nie masz najnowszego i dość szybkiego sprzętu.


sobota, 5 listopada 2016

Zobacz ducha...

Zablokowałem komentarze do ostatniego postu, jednak w ostatnich dniach byłem zbyt zajęty, by bawić się w strzelanie do hejterów i likwidowanie ich komentarzy. Czasem to nawet zabawne, ale ostatnio mi się nie chce...

Nie. To nie film Science Fiction
takie coś naprawdę jest na Marsie.

Zjawa widziana przeze mnie ostatnio daje się oczywiście łatwo wytłumaczyć na przykładzie słynnej marsjańskiej twarzy. Mamy po prostu genetycznie wdrukowaną tendencję dostrzegania w różnych rzeczach kształtów antropomorficznych, czy "biologicznych". Taka umiejętność była niezbędna w czasie polowania, lub w czasie walk z innymi osobnikami. Lepiej tu popełnić błąd i dostrzec nieistniejącą sylwetkę wroga w zaroślach, bo niedoszacowanie sytuacje z drugiej strony mogło kosztować życie.


Marsjańska twarz z innej perspektywy.

Ruch na moich zdjęciach da się wytłumaczyć delikatnymi zmianami oświetlenia i próbą dostosowania się do tego elektroniki aparatu...

Patrz:

Duch na cmentarzu? Co widziałem?

wtorek, 1 listopada 2016

Duch na cmentarzu? Co widziałem?

Dziś w czasie wizyty na cmentarzu chciałem wypróbować mój aparat. Nic specjalnego, chciałem po prostu wyłapać do którego momentu zmierzchu poradzi sobie z wyłapaniem obrazu, dla testów cykałem po kilka serii zdjęć z jednego miejsca.

Zestawiając 3 ostatnie zdjęcia, wykonane z tego samego miejsca w serii zauważyłem dziwny ruch w prawym, górnym rogu ekranu.

Zauważysz sam/a  ten nietypowy ruch zgrywając 3 ostatnie fotki na dysk (prawy klik myszy, zapisz jako) po czym puszczając je w dowolnej przeglądarce fotek pod rząd.

Kształt jakby lekko się podnosi i zaczyna patrzeć w moją stronę. Dziwne... br....

W powiększeniu widać wyraźne różnice kształtu. Sylwetki ludzi pozostają bez zmian, oni stoją nieruchomo nad grobami. Kształt jednak wyraźnie się porusza (pogodny wieczór, brak wiatru).

Kształt powiększyłem i wykardowałem na fotce poniżej - czerwone kropki to moje oznaczenie dziwnego obszaru zdjęcia.

Co o tym myślisz?






Ciąg dalszy:

Zobacz ducha...

 

Nasze jedzenie jest najlepsze!

"Fast food" czyli po zagranicznemu szybka przekąska. Co to na ogół jest?

Niskiej jakości parówka w wątpliwej klasy białym pieczywie polana keczupem, który mam może z 3% pomidorów w składzie, a reszta to jakiś żel i aromaty. No ale jest nowocześnie, po amerykańsku.

Całkiem niedawno (przynajmniej u mnie na prowincji) pojawił się kebab. Na kebabie byłem kilka razy, do chwili, kiedy nie strułem się nim straszliwie... ale co tam, może to nie wina tego, że egzotyczny sprzedawca kebaba nie myje rąk, tylko akurat złapałem jakąś jelitówkę?


Powiedziałem sobie. NIE! Unikam jedzenia poza domem, chyba, że jest to klasyczna polska kuchnia, np. pobliska pierogarnia, albo bar familijny z dobrym żurkiem i klasycznymi, polskimi daniami obiadowymi.

Tego się trzymałem i było dobrze. Ale.. ale...

Niedawno przy jakiejś okazji dałem się znów namówić na kebab u "przybyszów z dalekich krain" i ...przypłaciłem to 3 dniami na sedesie.

Nie dziękuję. Stwierdzam, że polskie jedzenie jest dla mnie najlepsze. Trzeba się tak zorganizować, by jednak zjeść pierogi żony.

Kiedy się człowiek bardzo śpieszy na mieście lepiej zjeść po prostu jabłko, czy jakąś bułkę z pobliskiego sklepu, ale unikać podejrzanych budek.

Co Ty o tym myślisz? Napisz w komentarzach poniżej!

Polecam:

Jaka powinna być dieta mężczyzny?


niedziela, 30 października 2016

Język polski

Dzisiaj pewna bardzo młoda osoba zapytała mnie...

  • Czy ta Pani piosenkarka w telewizji jest Anglii?
  • Nie... nie jest... to Polka
  • To dlaczego nie śpiewa po polsku, ale po angielsku? To bez sensu...
I wiecie co? Nie wiedziałem co odpowiedzieć przedstawicielce najmłodszego pokolenia Polek.

Bo rzeczywiście to bez sensu. Ten nasz maksymalny stopień germanizacji (bo Anglicy to Germanie, we współczesnym tego słowa znaczeniu)...

Moi wielkopolscy przodkowie, przez grubo ponad wiek zaborów pod niemieckim butem, zachowali polskość, swoją dumę regionalną i narodową. Nie dali sobie napluć w kaszę.

Znali swoją wartość i wiedzieli kim są.

A co dziś robimy? Udajemy Germanów - Anglików, Amerykanów... kaleczymy nasz język germanizmami-anglicyzmami. W TV słuchać prawie tylko tylko obcojęzyczną muzykę...

Nie mówię tu o edukacji. Języki obce warto znać i trzeba się ich uczyć, ale o codziennej kulturze i obyczajach.


Mam Kolegę, który wiele lat swojego życia, z pewnych względów, spędził w Grecji.

  • Słuchaj... ale młodzi Grecy, nastolatkowie, młodzież, to bawi się TYLKO na greckich imprezach przy greckiej muzyce. Owszem, są jakieś tam dyski dla młodych Anglików i turystów, ale greckie młode pokolenie bawi się TYLKO przy greckiej muzyce? Dlaczego? Oni są po prostu DUMNI z tego kim są, ze swojego języka i kultury...

Jak to jest z Polakami?

Wojna z Rosją? Zachód nam nie pomoże!

Ostatnio namawiałem do trzymania się naszych własnych tradycji związanych ze Świętem Zmarłych / Wszystkich Świętych i unikania bezmyślnego małpowania Zachodu obchodzącego Halloween. 

W innych kwestiach też jestem tradycjonalistą, np. bardzo nie podoba mi się małpowanie języka angielskiego i tworzenie hybrydy anglo-polskiej np. w pracy. Żenujące są dla mnie zachowania w stylu (dziewczyny w kolejce przede mną w teatrze).

- Gosia, na kofi-brejku, kołcz powiedział, że autlajn tego dezajnu nie pasuje do kontentu.
- Nie wiem Justynko, to jest task Marleny, która jest teraz na sik-liwie.


Przez zatracanie własnej tożsamości nie staniemy się dla Zachodu partnerami, nie stajemy się osobami godnymi szacunku. Zachód (i reszta świata) szanuje ludzi silnych, gotowych bronić swojej racji i swojej tradycji.

Mapki takie jak powyżej krążące w necie? 
Poziom naiwności ucznia podstawówki...

Nie tylko małpujemy Amerykanów i Anglików, ale jak stado baranów wierzymy w bajki, takie jak np. pomoc Zachodu w ewentualnej wojnie z Rosją. Oni nie zrobią nic. Ograniczą się do działań dyplomatycznych, wysłania jakiegoś tam transportu z bezużytecznym sprzętem ze swojego demobilu (wszystko zgodnie z traktatem NATO). Ewentualne bazy NATO na linii ataku Rosjan będą otaczane oraz izolowane (jak ostatnio w Turcji), ale nie strzelą ani Rosjanie, ani Amerykanie.



Ludzie prący do wojny z Rosją są niebezpieczni. Rosjanie zrobią nam rzeź (nie ma w Polsce praktycznie schronów dla ludności cywilnej). Nasi politycy i ich rodziny bezpiecznie ewakuują się na Zachód i do Izraela.


Czy dla Polski jest jeszcze ratunek? Czy też będziemy dalej wpychani przez "naszych" polityków w szpony Putina? Co Ty o tym myślisz?


Polecam też (o przygotowaniu Polski do nadchodzącej wojny):

Wojsko, obronność, finanse i służba powszechna 


piątek, 28 października 2016

Bo w życiu chodzi o to, by być prawdziwym mężczyzną....


Jaki powinien być prawdziwy mężczyzna. Ten temat nurtuje niejednego młodego człowieka, chcącego być bardziej macho. I to wszystko w imię zdobycia męskiej dominacji, uznania wśród kobiet, itp. Wyciskamy te ciężary na siłowni, pakujemy się w markowe ciuchy i pryskamy markowymi pachnidłami... 

...lubimy pójść na mecz (bo to męskie), lubimy motocykle (bo to ultra-macho), lubimy komputery (bo to hobby "przerasta" wiele kobiet)...

Tymczasem zamiast kombinować, najlepiej, co lubi prawdziwy facet, zapytać u osoby najbardziej zainteresowanej naszą męskością - czyli u kobiety.

To właśnie pytanie nurtowało mnie kiedy szedłem się przejść odetchnąć od siedzenia przy komputerze. Długo nie zastanawiając się postanowiłem je zadać pierwszej napotkanej konkretniejszej, fajnej babce. Trafiło na panią Krysię ze sklepu mięsnego. Pani Krysia nie miała żadnych wątpliwości, nie wahała się ani chwile z odpowiedzią: "Prawdziwy facet to sobie lubi czasem zjeść flaki!"


Oto zatem gorące, parujące flaki, zjedzone przeze mnie prosto z gara, jak to robi prawdziwy samiec alfa nie oglądający się na konwenanse... 



A co Ty zrobiłeś dziś, aby być prawdziwym mężczyzną....

jeśli jeszcze nic to odwiedź:

blog dla faceta 

 

piątek, 21 października 2016

Jak powinna wyglądać telewizja publiczna?

Czy potrzebna jest nam Telewizja Polska w takim kształcie jak teraz? 
 
Niektórzy zwolennicy gardłują... dorobek i tradycja... misja... ważna rola...

No więc tak, dorobek i tradycja to jest chyba tworzenia tam celebryckich dynastii, aby dzieci, siostrzeńcy i znajomi królika mieli dobre posady i sute pensje...

Misja? Jaka misja? W sobotę wieczorem włączyłem kanały TVP, tu i ówdzie leciały jakieś filmy sensacyjne, w ciągu pół godziny naliczyłem z 5 scen zabijania człowieka, innym razem w "paśmie rozrywkowym" trup się słał gęsto... jeśli ktoś twierdzi, że taka transmisja treści to jest jakaś "misja" - np. informacyjna, społeczna, edukacyjna - to po prostu parkam śmiechem. Jedyna misja obecnej telewizji publicznej to zapewnić ciepłe posadki dla przyjaciół i znajomych królika...

Ważna rola... dajmy już może spokój, co... na roli to rolnik pole orze, to jest ważne, a nie elokwentne prezenterki tryskające intelektem w telewizji śniadaniowej. Wytrysk intelektu w takich programach mnie zadziwia.



Jak powinna wyglądać telewizja publiczna?

Wyciągam z komentarzy swoją wypowiedź...

Kadra

TVP? Potrzebny jest w zasadzie 1 maksymalnie uproszczona jednostka organizacyjna /może być oficjalnie jako organ sejmowy/, wystarczą w zasadzie 2 lub 3 biura /typu openspace/, 1 magazyn techniczny, 1 osobne studio np. w budynku Sejmu.

Kilku pracowników technicznych /kamery, kable/, kilku specjalistów /montażyści, grafik, informatyk, tłumacze języka migowego/, 3-4 spikerów /preferowani młodzi ludzie ze stypendiów - zakaz celebryctwa, czyli formalne ograniczenie pułapu zarobków/. Dyrektor, 2 kierowników: programowy i techniczny i 3 sekretarki.

To cała potrzebna kadra... i tak pojechałem na bogato, w wariancie maksimum.

Kanały

1 kanał informacyjny TVP - obwieszczenia rządowe, wiadomości z PAP, relacje z prac parlamentu, ważne informacje publiczne, alarmy meteo i służb, informacje ogólne, założenie priorytetowe - dotarcie głównie dla osób starszych, nieinternetowych.

2 klasyczny kanał "Radiowy", puszczany też jako kanał DVB-T będący jak najbliższą modyfikacją punktu 1, z przeznaczeniem dla odbiorców radiowych i osób niedowidzących.

3 kanał internetowy, prosta strona internetowa łącząca powyższe.

To wszystko czym powinna być telewizja publiczna, czyli rządowa. Resztę potrzeb są w stanie zapewnić stacje prywatne w maksymalnie zliberalizowanym systemie, na tyle wolnym, by każdy mógł prowadzić własną stację po opłaceniu czynszu za pasmo na multipleksie TV lub TVSat oraz praw autorskich za wykorzystane do produkcji ramówki materiały (poszanowanie własności intelektualnej).

Abonament RTV

Żadnego abonamentu w takim wariancie jak opisałem. Za coś takiego nie powinien być pobierany jakikolwiek "podatek od telewizora". Zapewnienie relacji z funkcjonowania rządu, sejmu, służb publicznych i niezbędne komunikaty to obowiązek państwa.

To wszystko. Co Ty o tym myślisz? Napisz w komentarzach: 

środa, 19 października 2016

Helikoptery dla polskiej armii. Cała prawda o wyborze sprzętu dla wojska!

Caracal, a właściwie, prawidłowo pisane: Karakal - to bardzo nośny temat ostatniego okresu. Czy rezygnacja z francuskich helikopterów była dobrą decyzją i co w zamian? Czy amerykański Black Hawk czy może inna alternatywa, w stylu "ukraińskiego widłoptera" pana Macierewicza?

Dzisiaj powiem całą prawdę i tylko prawdę o helikopterach. Po prostu musisz tego posłuchać, jeśli choć trochę interesuje Cię obrona Polski.



Zapraszam do dyskusji.

wtorek, 18 października 2016

Rozmowa o abonamencie RTV

Kiedy kolejny raz słucham wypowiedzi polityków o abonamencie RTV skręca mnie. Głupota czy wyrafinowanie?

Tyle krzyku, tyle piania, tyle gardłowania... ho...ho...ho... Polacy nie płacą abonamentu RTV, na potęgę wyrejestrowują odbiorniki, nie zgłaszają nowych... społeczeństwo bojkotuje publiczną TV... zgroza! Opodatkować wszystkich! Natychmiast!

Rozwiązanie jest proste. Chceta kasy? Karta SIM, kod indywidualny, nr. dekodera, cokolwiek, doładowanie comiesięczne 5-10-15 zł wykupywane w pobliskiej Żabce czy w innym kiosku, wpisujemy KOD przez telefon, net, terminal na poczcie, obojętne.... tak jak wykupujemy kolejne doładowanie w telefonie na kartę.

Nawet typowa Babcia sobie poradzi, bo ona na ogół i tak kupuje doładowanie w Playu za 5 zł miesięcznie w Żabce. 

Wakacje...

Wilk syty i owca cała... bo większość i tak kupi doładowanie... choćby, by nie przegapić kolejnego odcinka tureckiego serialu.

Ja nie kupię. Mam totalnie w 4 literach, głęboko, tam gdzie słońce nie sięga przygody posłów PO-PIS-SLD-N... oraz innych sejmowych celebrytów (w rzeczywistości, zgrane, solidarne stadko oficieli), tak samo jak aktualną sytuację w haremie tureckiego sułtana...
 Są ciekawsze rzeczy do robienia niż oglądanie TVP

...nie oglądam TVP, oglądać nie zamierzam. Opłacę z chęcią jakiś Discovery Channel i jakiś tam jeden i drugi... czy dziesiąty kanał z kreskówkami dla dziecka w ofercie za 10 zł/mc pewnej internetowej telewizji. Nic więcej. 

Telewizja obecnie to kpina, relikt XX wieku, dla dziadków i babć... Pożądane treści mam na życzenie, kiedy chcę, w internecie. Na ogół za darmo. Materiały premium, jak wspomniane kanały, jestem w stanie sobie za kilka PLN kupić.

I co Ty na to? Pisz w komentarzu!

Życie bez etatu. YouTube

Dzisiejszy wpis jest "jutubową" odpowiedzią na decyzję znanego nam Kol. Bogusza, który rzucił etat, by być "na swoim"


Patrząc "wiekowo" zrobiłem to 10 lat przed naszym Prywatnym Inwestorem, więc pozwalam sobie trochę się powymądrzać.

sobota, 15 października 2016

Polityka niszczy znajomości

Na blogach tematycznych nie pisze się o polityce, to jest złota reguła blogera, polityka z miejsca antagonizuje Czytelników, kolegów i koleżanki Blogerów, psuje relacje i wizerunek. Chyba, że piszemy na blogu politycznym - to co innego.

Mimo tych oczywistych stwierdzeń trudno mi siedzieć z zamkniętą buzią i nigdy nic nie skomentować politycznie. Łamię złotą regułę...

...co nieraz skutkuje śmiertelnym obrażeniem się tego czy owego. 

Niedawno straciłem dwie wieloletnie, dość pozytywne, znajomości internetowe, pierwszą za sprawą mojego "entuzjazmu" do KOD. (Szczerze mówiąc... nie mam go w ogóle). Nie lubię aż nazbyt fanatyzmu tej organizacji. 

W ogóle nie lubię radykałów i radykalnych poglądów z jakichkolwiek grup. Oni widzą tyko jedną stronę, czy to radykalni prawicowcy, czy lewacy, czy weganie, czy "religijni". Radykalizm i fanatyzm wyklucza dialog.

 
Druga znajomość poszła w niebyt za sprawą tego, że jestem przeciwko zakazowi pracy (w tym handlu) w niedzielę. Jesteś religijny/a - po prostu nie rób zakupów w niedzielę, jesteś religijny/a - po prostu nie najmuj się do pracy, w której trzeba pracować w niedzielę.

Sam wolę w niedzielę nie pracować, sam wolę wycieczkę krajoznawczą, czy imprezę sportową, zamiast galerii handlowej, ale nie lubię zamordyzmu i siłą narzucania swoich poglądów innym ludziom.

W pierwszej chwili smutno, ale nie..., z perspektywy nie żal mi tych znajomości. Nie chcę takich. Wszystkim radykalnie "politycznym" z każdej, dowolnej strony, mam do powiedzenia w zasadzie jedno jedno. Nie wpieprzajcie się w moje życie i w życie innych ludzi. Dajcie żyć i zajmijcie się sobą i swoimi rodzinami. Nie cudzymi.

piątek, 14 października 2016

Gadżet LinkWithin - czyli zwiększ swoją oglądalność. Opinia

LinkWithin - narzędzie, gadżet, który kiedyś podpatrzyłem u starszych stażem Blogspotowiczów. LinkWithin jest szokująco prosty, zero rejestracji, zero konsekwencji, sam zysk. Proste... o ile choć trochę znasz język angielski i jesteś w stanie przebrnąć przez dosyć oczywisty manual.


Wchodzisz na ich stronkę (w tym czasie jesteś zalogowany/a na swoim Blogspocie) i po prostu wypełniasz krótki formularz i klik... klik... install.. następnie na swoim blogspocie przeciągasz dodany gadżet (zapewne będzie w panelu po prawej) pod okienko wpisu... zapisujesz układ...


I to wszystko.

Na moim pierwszym Blogspocie miałem w różnych okresach wzrosty oglądalności dzięki LinkWithin od kilku do kilkunastu % ...ale uwaga!

System był zupełnie nieodporny na porządkowanie i kasowanie starych wpisów, z których, po latach blogowania i... co jak co... zwiększania swoich blogerskich kompetencji, zupełnie nie byłem dumny.

LinkWithin uparcie podpowiadał użytkownikom nieistniejące, martwe wpisy, pożegnałem się zatem z nim na niektórych blogach. Przeszedłem w wielu miejscach na Outbrain.

Zatem... fajne narzędzie... do czasu większych blogowych porządków i o ile nie przeszkadzają ci elementy anglojęzycznego interfejsu na Twoim blogu (mi w ogóle).

Generalnie polecam, szczególnie na start nowego adresu.

Pisz co o tym myślisz poniżej w komentarzach!

czwartek, 13 października 2016

Lubin - Rynek - dziura

Właśnie jadłem sobie w "Barze pod Kogutem" przy lubińskim rynku. Za każdym razem, kiedy tam jestem, mam ochotę na pełen frustracji krzykliwy wpis, bowiem rynek w Lubinie woła o pomstę.


Było kiedyś jak było, PRLowskie osiedle z centralnym pawilonem, który przynajmniej służył ludziom. Przyszli politycy, obiecali rewitalizację, zrobili rumowisko w centrum miasta zwane lubińską dziurą... i tak od kilkunastu lat dziura zarasta, straszy ludzi, będąc wśród lokalnej "elyty" wstydliwie unikanym tematem.

Politycy, do czego się nie zabiorą - to spieprzą...

 Uroku centrum dodaje średniowieczny kościół...

Jako Lubinianin jestem wkurzony na władze lokalne, kiedy jem pierogi, czekając na dziecko po zajęciach pozalekcyjnych, a jako rodzic jestem wkurzony na polityków PO-PISu. Przypomnijmy, że jeszcze stosunkowo niedawno, byli oni jednym i tym samym sojuszem politycznym zwanym AWS, a współczesny rozłam PO-PISu na dwie frakcje jest zasadniczo JEDYNIE wynikiem kłótni dominujących frakcji partyjnych o resorty siłowe. Reszta rzekomych sporów to tylko PR-owa kosmetyka.

Eksperyment z 6-latkami w szkołach odbija nam się czkawką do dziś, natomiast zapowiedziana likwidacja gimnazjów (które to PO-PIS, za rządów Buzka, sam kilkanaście lat temu ustanowił) zapowiada jeszcze dalszą destabilizację systemu edukacji... stabilizacja i odzyskanie poziomu nauczania znów zajmie lata...

...a ja chcę dziecku zapewnić dobrą edukację.

Może jednak nie w tym Kraju? Co? Jakieś sugestie?

Powrót do przeszłości - tekstowa przeglądarka internetowa Links oraz Links2

Mój pierwszy kontakt z internetem, ze stronami www, bazował na dość surowych terminalach (konsolach), sprzęt typu 383 czy 486 oraz systemie Unix (lub wkrótce potem jego linuksowych klonach). Pamiętam "kanciapę" ma uczelni, z kilkoma uniksowymi terminalami podłączonymi do uczelnianej sieci oraz do internetu i długie, beztroskie (prawie bez limitów czasowych) buszowanie w sieci.

Lata temu luksus dla wybranych, kiedy za normalne połączenie z siecią z domu płaciło się tak jak za połączenie telefoniczne.

Moim środowiskiem pracy był tekst, czysty tekstowy terminal bez żadnej grafiki. Nie przeszkadzało to jednak godzinami siedzieć na czacie IRC, mailować, czy przeglądać strony www. Hardkorowi bywalcy pracowni godzinami łupali w tekstowe gry RPG...

Dziś wracam do przeszłości i sprawdzam jak obecne strony sprawują się na tekstowych przeglądarkach www. Przeglądarka z moich czasów studenckich, wciąż aktywnie rozwijana: Links (dostępna też starsza, pokrewna przeglądarka: Lynks).


Strona na której jesteście wypada naprawdę nieźle. Prosta nawigacja i zero problemów, gdybym przesiadł się na ultraminimalistyczny sprzęt dla geeków typu PiZero (komputer geekowski za 5$) albo wygrzebał z piwnicy sąsiada komputer sprzed 20-25 lat z kartą sieciową byłoby wciąż miło.


Mój flagowy produkt, czyli Oszczedzanie.info.pl bez zarzutu.


Blog BJK, z wczorajszej dyskusji, już odrobinę gorzej, wciąż o coś "woła", ale jeden klik Yes, drugi No, trzeci Never... i już śmigam po jednym z nowszych postów... To nie jest jednak problem w dobie nowoczesnego internetu i tony skryptów... da się czytać.


Blog Wojtka z lubiepowietrze.pl już niestety wykrzacza się na Links (czy Lynks), ponieważ z tego co widzę, nawigacja z głównej strony jest wyłącznie graficzna (działa przynajmniej na graficznej Links2).

Na tekstowej Links u Kolegi mogę próbować coś czytać błądząc po sugerowanych wpisach, ale nie jest to doświadczenie, jakiego oczekuje rasowy geek, użytkownik konsoli tekstowej rodem z Matriksa...

Czy jednak to jest grupa docelowa bloga i czy Kolega się w ogóle tym przejmie? Nie sądzę ;-)




Co o tym myślicie? Napiszcie w komentarzach! Ja nie raz mam ochotę wrócić do tego mniej rozszalałego i lekkiego netu w terminalu, jak na studiach, wieki temu... no... może ewentualnie do jakiejś prostej, o kilka % nowocześniejszej wersji pod serwer graficzny z podstawowym wyświetlaniem zdjęć, np. Links2... 


...i zapewne to częściowo zrobię, przynajmniej dla celów prywatnych, rekreacyjnych, na jakimś bezgłośnym terminalu zasilanym energią słoneczną i opartym na RPi3, lub nawet PiZero za 5$...
  
Koledzy na Windowsie... zassać i sprawdzić: http://links.twibright.com/download/binaries/win32/ 

Linuksiarze... apt-get install links links2 

Mój blog linuksowy: http://lekki-linux.blogspot.com/

środa, 12 października 2016

Poprawa szybkości działania bloga

Każdy z nas chce by jego blog nie robił lagów, by ładował się szybko, sprawnie, bez czkawki. Mimo, że większość z nas ma szybkie łącza, w wielu przypadkach, szczególnie "w mobilu" powolne ładowanie się i działanie stron może doprowadzać do furii.

Entuzjastą optymalizacji stron wśród znajomych jest Kolega BJK, autor bloga...

 
...który polecił mi narzędzie https://gtmetrix.com/ do przetestowania moich stron.

 

Narzędzie jest w j. angielskim (to chyba nie problem) i daje dosyć dużo informacji dla nas, blogerów, dodatkowo umożliwia ściągnięcie pełnego, szczegółowego raportu dot. badanej strony w PDFie.



Masz bloga? Sprawdzić wyniki oraz wyciągnąć konstruktywne wnioski warto.

Masz jakieś uwagi lub propozycje innych narzędzi sprawdzających parametry bloga? Pisz śmiało w komentarzach!

wtorek, 11 października 2016

Pozycjonowanie i urlop

Pozycjonowanie to czasem ciężka sprawa. Wydawałoby się, że zadanie jest proste. Strona kolegi - lokalna mała działalność - strona lubińskiego DJa. Zerkam, szacuję... nic trudnego...

Okazuje się jednak inaczej. Lokalny rynek Zagłębia Miedziowego to setki firm organizujących górnicze imprezy, cateringi, wesela, wreszcie DJ-e. Lubińskie "hasła" wykorzystują nawet ludzie z Leszna czy Bolesławca... bo w sumie co za problem pojechać godzinę do Lubina, skoro tu dobrze płacą za organizację? 

Jesteśmy imprezowym miastem i taka jest prawda. Biznes okazuje się nie taki niszowy.

Planuję, że uwinę się w miesiąc, zaistnienie na 1 stronie wyników zajmuje mi jednak 4 miesiące. Trudno, czasem tak jest. 

Na poniższych zdjęciach, latem, widzicie moje fotki z Gdyni - to miasto najbardziej z 3miejskich miejscówek przypomina mi klimatem (także relacjami międzyludzkimi) rodzinne strony, oczywiście nie mamy morza, ale mamy góry.

Wypad do Szklarskiej Poręby... podsumowanie kosztów


Tego samego dnia wieczorem siedziałem i działałem sobie coś przy stronie DJ Artura. Tak to jest "na własnym". Niby masz urlop, ale cały czas musisz myśleć o swoich sprawach. "Urlop" przed kontaktem z szefem nie chroni, skoro we własnym biznesie jesteś nim Ty.