niedziela, 19 listopada 2017

"It's the economy, stupid" czyli „Po pierwsze gospodarka, głupcze!"

Tym cytatem Jamesa Carvilla zacznę swoją dzisiejszą notkę na blogu. Piszę ją w odpowiedzi na komentarz jednej z Koleżanek, która mówi między innymi "Z czysto finansowego punktu widzenia wiekszosc naszych kopalni trzeba by bylo zamknac, co z wielu innych oczywistych powodow nie jest latwe"... Oczywiście Koleżanki nie uważam za jakiegoś głuptaka bynajmniej, to tylko inspirujący cytat...


Swojego czasu w ekonomii panowała fascynacja globalizacją, specjalizacją i światowym rynkiem otwartym dla swobodnego przepływy kapitału i dóbr, na grzywie tej fali przylecieli do nas tacy macherzy jak Balcerowicz czy Margaret Thatcher. Otworzyć granice, kupić taniej, jeśli lokalny zakład nie może wyprodukować taniej niż Chiny to niech zdycha, jeśli nasi górnicy nie mogą fedrować taniej niż jakaś semi-odkrywka w Chile to niech idą na bruk, itp...
...problem w tym, że i Leszek B. i jego (?)świętej pamięci koleżanka Margaret T. de facto zainspirowali się innym cytatem, mianowicie keynesowskim..
„W dłuższej perspektywie czasu wszyscy będziemy martwi". Czyli róbta tylko to, co krótkoterminowo przynosi korzyść, zielone cyferki na koncie, bo po co myśleć długofalowo?
...a to był cholerny błąd, za który płacimy dotychczas, zarówno w UK jak i w Polsce.

Co zostało nam z eksperymentów Balcerowicza i Thatcher?

W UK zniszczono najbardziej konserwatywną, trwałą opokę społeczną - górników - patologia społeczna, która się rozwinęła potem w rejonach post-industrialnych, skrajnie ukrywana przez Anglików, kosztowała Zjednoczone Królestwo znacznie więcej niż zyski z zamknięcia kopalń i kupowania tańszego węgla zza granicy, negatywne koszty społeczne są współcześnie niemal nie do oszacowania, rozbuchany social będący pokłosiem działania upiornej Thatcher powoli powala brytyjską gospodarkę - nie czuć jednak tego z naszej perspektywy Brytyjczycy spadają po prostu z większego konia... a co najśmieszniejsze...

...tęgie głowy w UK otwarcie zastanawiają się, jak najmniejszym kosztem ponownie otworzyć kopalnie i odtworzyć bazę produkcyjną bezmyślnie zniszczoną przez bandę thatcherystów! Niestety nie jest to łatwe. Górnictwo to inwestycja długofalowa, nawet z kilkudziesiącięcioletnimi okresami zwrotu.
Zacząłem od angielskiego przykładu, jako bardziej bezemocjonalnego dla nas Polaków, jednak szkody wyczynione przez Balcerowicza już kilkanaście lat temu były cichcem krytykowane przez ekonomistów z prestiżowych polskich uczelni.

Polska gospodarka schyłkowego PRLu nie dostała żadnego okresu przejściowego w tzw. transformacji ustrojowej. Podejście - "natychmiast otwórzmy granicę i wszystko kupujmy tam gdzie taniej, a nasze zakłady natychmiast sprzedajmy" - poskutkowało patologiczną prywatyzacją.
Dlaczego patologiczną? Z jednej strony uwłaszczyła się czerwona nomenklatura, z drugiej strony zachodni "inwestorzy" najczęściej kupujący nasze zakłady jedynie po to, by wykończyć przyszłą polską konkurencję.
W efekcie:
  1. W Polsce nie mamy już prawie przemysłu - to co jest szumnie przedstawiane jako zachodnie inwestycje to najczęściej hale montażowe low-tech, żerujące na taniej sile roboczej.
  2. W Polsce nie ma już wysokiej technologii - jesteśmy niczym kraj kolonialny względem silniejszych gospodarek - np. niemieckiej.
  3. Polska stałą się rezerwuarem taniej siły roboczej - białych niewolników - dla krajów "starej Unii"
  4. Z Polski wyjeżdżają co roku setki tysięcy młodych ludzi - na emigrację - bo tu nie ma gdzie pracować i czego produkować
  5. W Polsce zostają tylko emeryci, renciści i ludzie, którzy ze względów rodzinnych - jak np. autor tego bloga - decydują się pozostać.
  6. Na terenach, na których kiedyś kwitł lokalny przemysł - przejeżdżałem wczoraj przez spory kawałek Dolnego Śląska - dawne Woj. jeleniogórskie - obecnie panuje degrenglada i 9/10 dawnych zakładów to ruiny...
Długo by tak wymieniać.
Do wszystkiego doprowadziła między innymi filozofia - po co nam drogi polski przemysł - kupmy taniej za granicą - w efekcie nie mamy w Polsce nic, gówno w papierku, jeśli nie liczyć fasad prymitywnych montowni zachodnich koncernów, nazywanymi na wyrost "fabrykami".
Jeśli zatem młody czytelniku zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego w Polsce nie ma pracy dla ciebie i musisz uciekać za granicę masz odpowiedź:
  • kupujesz chińską elektronikę
  • kupujesz niemieckie samochody
  • kupujesz włoskie skutery
  • kupujesz hiszpańskie ziemniaki i marchew
  • kupujesz ruski gaz, węgiel i ropę...
  • na koniec, robisz codzienne zakupy z portugalskiej Biedronce, angielskim Tesco czy niemieckich Lidl, Aldi czy Kaufland...
i tak dalej...
95% rzeczy które kupujesz w sklepach nie są z Polski, no bo tam - za granicą - taniej kupić...
OK, fajnie, produkt z Chin kosztuje $123 za jednostkę, ten sam polski $130 za jednostkę, no to bierzemy chiński - zyskujemy, co - jednak w takim razie, psia mać, gdzie TY masz pracować, zarabiać i budować dla siebie jakąś przyszłość? W Polsce nie, bo dzięki decyzjom ekonomistów i polityków tu nie ma produkcji.
Chyba już wystarczy tego pisania, myślę, że każdy zrozumiał? Co nie?

Komentarze z dawnego systemu postów:

Asia
Przemysł jest potrzebny i popełniono sporo błędów. Nie sądzę jednak, że utrzymywanie drogich nierentownych lokalnych przemysłów jest dobrą długofalową strategią gospodarczą – chyba, że na cel postawimy sobie to, by jeszcze zbiednieć jako naród i kraj. Wiadomo, pewne sektory gospodarki nie wiadomo jakie by przynosiły straty, istnieć muszą by zachować niezależność, ale chyba mówimy tu o gospodarce a nie polityce… Ostatni akapit bym sformułowała tak: nie znaleźli się ludzie, którzy by chcieli ryzykować próby ratowania tego biznesu i umieliby go uratować; ani kapitału u potencjalnych właścicieli ani wsparcia ze strony władz. Polityka to tylko fragment całego obrazka.
Widzę, z jakich powodów ludzie wokół mnie zakładają biznesy w skali mikro, jak im się wiedzie, i jak niewielki w sumie ma wpływ polityka na ich codzienność. Rzeczywiście rozbija się ekonomię, a nie ogólną politykę. Łatwo napisać, że pracy w Polsce nie ma. A czy są ludzie, którzy chcą ją dać?

Autor
Niby tak, ale pewne „branże” jak na przykład górnictwo mają cykl rentowności, technologiczny, zwał jak zwał liczony w okresie znacznie dłuższym niż nawet nasza „transformacja” ustrojowa po 1989 do teraz.
Książę Pszczyny zakładający kopalnię Murcki robił to – nawet nie dla siebie – ale dla przyszłości swojego rodu – dla swoich wnuków!
Jeśli nie przekonuje podam przykład ze sfery dóbr luksusowych. Dobry winiarz zakłada winnice dla swoich wnuków i prawnuków, które jeszcze się nie urodziły, tak samo plantator dębu korkowego itp., dbają o interes potomków, którzy przyjdą na świat długo po ich śmierci.
Kiedy banksterzy i politycy w garniturach popijają sobie luksusowe wino, są w stanie tę prawidłowość pojąć – kiedy jednak trzeba mówić o gospodarce polskiej – ni w ząb nie obejmują tej zależności,

Asia
Mówię o konkretnych biznesach. Jeśli jest rentowny, to skala rok czy pięć lat nie jest bardzo istotna – branża nie interesuje mnie jako taka, chyba że w ujęciu politycznym nie ekonomicznym. Trochę mam wrażenie, że twoje podejście do tematu sprowadza się do zrównania ekonomii z polityką. Moje jest zupełnie odmienne.
Niewielki odsetek ludzi przejmuje się u nas przyszłością, na zasadzie „dla wnuków”, a wielu menedżerów dużych firm nie myśli długofalowo nad korzyścią swojej firmy wiec dlaczego mieliby myśleć długofalowo nad korzyścią dla kraju w którym mieszkają?
Moje zdanie jest takie a nie inne,podejście ludzi jest największym naszym problemem, polityka to rzecz wtórna i na pewno z gospodarką bym jej nie równała.

Autor
Skala rok czy pięć lat w megaprojektach, energetyce, czy przemyśle ciężkim jest właśnie bardzo istotna, jak wspomniałem okresy zwrotu np przy budowie elektrowni powiązanej z odkrywka węgla brunatnego to inwestycje liczone i po 25 lat, jako minimalny okres rozliczeniowy.
Ekonomia zna takie pojęcia jak monopole naturalne i to właśnie jest jeden z nich. Jak najbardziej w tym przypadku ekonomia miesza się z polityką i jest to w tej sferze czymś naturalnym.

Kasia
Nie bede wchodzila w dyskusje na temat makroekonomii, mysle ze mam za malo wiedzy w tym temacie i za malo zyciowych doswiadczen. Moze rzeczywiscie po studiach jestem skrzywiona Balcerowiczem. Moge jedynie krotko przedstawic moj poglad na zycie, pieniadze i ekonomie, ale raczej te w sensie mikro. Uwazam, ze kazdy jest kowalem swojego losu. Czy w Polsce bedzie ciezki przemysl czy nie, zupelnie nie stanowi o dobrobycie mojej rodziny. Uwazam, ze mozna zapewnic dobrobyt swojej rodzinie pracujac w innych miejscach, na wlasny rachunek czy nawet w zachodniej korporacji. Mowie to z perspektywy mlodej osoby po studiach, pochodzacej z Polski B, bez zaplecza finansowegonze strony rodzicow. Nigdy nie szukalam pracy dluzej niz miesiac i zawsze zarabialam tyle ze wystarczalo mi na godne i w miare wygodne zycie. Mam za soba tez kilkumiesieczne epizody pracy w UK, USA i na poludniu Europy. Pracowalam w miedzynarodowej korporacji, a obecnie w firmie panstwowej, akurat w sektorze uslug a nie przemysle. I uwazam ze perspektywy na przyszlosc dla mnie, mojej rodziny, znajomych sa naprawde fajne. Jak mi sie nie powiedzie w finansach, to zostane fryzjerka, albo opiekunka do dzieci, albo taksowkarzem, albo otworze warzywniak. Mam tez doswiadczenie jako tlumacz, korepetytorka, przewodnik wycieczek itd. Nawet jak nam zamkna za 20 lat wszystkie kopalnie, jestem przekonana ze ja, moja rodzina, znajomi, bedziemy zyli w Polsce, we wlasnym domu lub mieszkaniu i bedzie co do garnka wlozyc:)

Autor
„Czy w Polsce bedzie ciezki przemysl czy nie, zupelnie nie stanowi o dobrobycie mojej rodziny.”
Tak – stanowi to o dobrobycie Twojej rodziny, ponieważ gospodarka jest systemem naczyń połączonych o organicznej strukturze, którą trudniej objąć, niż wydaje się specjalistom od ekonomii.
– bez przemysłu ciężkiego nie mamy własnych statków, lokomotyw, transportu – bez przemysłu ciężkiego nie mamy swoich maszyn – np. do górnictwa i wydobycia, – bez górnictwa nie ma nic – nie ma energii w gniazdku elektrycznym – nie ma Twojego laptopa, itp. – bez własnego przemysłu nie ma miejsca pracy dla naszych własnych inżynierów – bez miejsc pracy dla profesjonalistów nie ma wysokich profesjonalnych pensji – bez wysokich pensji nie ma pieniądza w gospodarce – i tak dalej…
bez tego jesteśmy skazani na kolonialny wyzysk, słabe pensje w całej gospodarce, ogólną biedę dotykającą także Ciebie i Twojej rodziny w przyszłości

Kasia
… moze powiecie ze nie jestem patriotka, ale nie przeszkadza mi, ze jezdze na ruskiej benzynie i kupuje w portugalskiej biedronce. Polskie firmy tez przenosza swoje rozliczenia podatkowe do innych krajow. Ja pracuje w Polsce, place tutaj podatki, potwierdzam, mozna uczciwie pracowac i przyzwoicie zarabiac. Polecam wszystkim mlodym osobom podobne podejscie do zycia:) Umiesz liczyc licz na siebie, sam jestes kowalem swojego losu. Wystarczy miec glowe na karku, nie obijac sie i damy rade na przekor wszystkim niefajnym rzeczom, ktore sie w naszym kraju dzieja. Sory za tak dlugi wpis, mam nadzieje ze nikogo nim nie urazilam. Na pewno mamy zupelnie inne poglady i punkty widzenia. Ja szanuje i rozumiem jak Wy to widzicie, pewnie moi rodzice mysla podobnie:) Ja jednak jak zwykle musze miec swoje zdanie;)

Autor
owszem! A jak Ty myślisz? Czy ja wezmę i spuszczę ropę ze swojego baku – no bo ruska? Czy ja okrzyczę żonę i wyrzucę obiad do kosza – bo ziemniaki kupiła z Izraela w Portugalskiej sieci akurat przechodząc – czy ja wyrzucę swój laptop – no bo chiński….
…z resztą nawet nie mam szans kupić polskiego laptopa – bo zakłady, które mogłyby je z powodzeniem i zyskiem teraz produkować, dzięki ekipie Balcerowicza wyglądają tak:
Jestem zimnym realistą… jeśli chodzi o moje pieniądze są one ważniejsze niż sentymenty….
…i dlatego wolałbym kupować polskie produkty i dzięki sile polskiej gospodarki zarabiać 4x więcej niż obecnie.

Dana
„kupujesz ruski gaz, węgiel i ropę…” – dokładnie, a patrząc na to, co obecnie się dzieje w naszym rejonie za sprawą konfliktu rosyjsko-ukraińskiego (choć tak naprawdę moim zdaniem jest to zawoalowany konflikt między wschodem a zachodem…), tym bardziej powinniśmy się ocknąć i reanimować nasz przemysł wydobywczy! Złóż mamy całkiem sporo, tylko na wszystko się patrzy z perspektywy tu i teraz, ile można zaoszczędzić na samym surowcu – tylko nikt nie pomyślał nad analizą, jaki wpływ na otoczenie będzie miało np. masowe zamknięcie kopalń… Ile kosztów pochłonie zwalczanie alkoholizmu i innych patologii wśród bezrobotnych, ile kasy pójdzie na zasiłki dla nich… Że zubożenie licznych rodzin górniczych (a te kiedyś były najlepiej sytuowane, często wielodzietne – bo na więcej niż 2 dzieci górnicy mogli sobie spokojnie pozwolić, mając dobrą płacę i rozbudowany socjal) doprowadzi do zmniejszenia ich siły nabywczej, a więc też wyników pozostałych gałęzi gospodarki (zmniejszenie popytu na pewien rodzaj dóbr = zmniejszanie podaży = zmniejszenie obrotów w innych sektorach gospodarki, szukanie oszczędności, restrukturyzacje, zwolnienia) i w konsekwencji naszego PKB… Itp., itd. Na stopniowym zamieraniu przemysłu wydobywczego wyszliśmy w dłuższej perspektywie jak Zabłocki na mydle. Teraz jesteśmy uzależnieni od innych krajów pod tym względem.
@Kasia – oj, polemizowałabym, czy to nie ma wpływu na Twoje życie bezpośredniego wpływu pewnie nie, ale już pośrednio – jak najbardziej. Część łańcuszka przyczynowo-skutkowego przedstawiłam powyżej.
Dlaczego Rosja śmieje się zachodowi w twarz z powodu wprowadzanych sankcji? Bo są samowystarczalni. Załamanie na giełdzie? Phi, po co im dolary, mają złoto. Mają surowce. USA grozi ograniczeniem dostępu do nowych technologii? Żaden problem. Albo sami zaczną je rozwijać, albo kupią je „naokoło”, od Chin, które słyną z plagiatowania amerykańskich patentów.
A Polska? Putin przykręci gaz, przykręci węgiel, zastopuje eksport polskiego mięsa i owoców do Rosji i nagle się okaże, że Polska gospodarka leży i kwiczy. Bo sami nie możemy przetrzymać kryzysowej sytuacji – wszak zabiliśmy dechami własny przemysł wydobywczy lata temu
Opieranie siły narodowej gospodarki na outsourcingu i zachodnich korporacjach to również żadna gwarancja dobrobytu w kraju w długiej perspektywie. Jesteśmy dla nich tanią siłą roboczą, ale jeśli znajdą tańszą, która w dodatku wykonuje swoją robotę na zbliżonym lub tym samym poziomie, co my, to nie zawahają się miejsc pracy tam przerzucić. I Polacy znów zostaną na lodzie, bo nie dbali o własną przedsiębiorczość. Mało realny scenariusz? Nie wydaje mi się. Dlaczego zachód tak bardzo się troszczy teraz o Ukrainę? Dlaczego kuszą wsparciem, dotacjami, byleby kiedyś wcielić ten kraj do Unii? Bo mają w tym interes! Raz, że kolejny rynek zbytu dla ich produktów, dwa, całkowite otwarcie gospodarki Ukrainy na zachód oznacza, że otwiera się kolejny rynek z tanią siłą roboczą. Biorąc pod uwagę ich obecną sytuację ekonomiczną i polityczną, na pewno tańszą, niż Polacy.




Kasia

Piszac, ze zamkniecie kopaln nie byloby latwe, mialam na mysli dokladnie te same argumenty co Ty. Kolezanka z Walbrzycha opowiadala mi jak wielu gornikow z jej otoczenia dostalo bardzo wysokie odprawy, ktore w zalozeniu mialy isc na zalozenie wlasnej dzialalnosci. Jak sie pewnie domyslacie, poszly na konsumpcje. Takze alkoholowa. Moj pierwszy komentarz, ktory napedzil ten artykul i niniejsza dyskusje wynikal z tego, ze od osoby, ktora sie zna na temacie, dowiedzialam sie, ze nasze zloza sa naprawde nieciekawe i trudne do wydobycia pod wzgledem geologicznym. W zwiazku z tym, z czysto finansowego punktu widzenia sa nierentowne i wymagalyby ogromnego dofinansowania ze strony panstwa. Pytanie czy tych samych pieniedzy nie mozna lepiej spozytkowac, na przyklad na uniezaleznienie naszej gospodarki od wegla, na stworzenie innych miejsc pracy gornikom.

Autor
oczywiście nasze złoża węgla kamiennego to nie odkrywka, jednak polemizowałbym z nieciekawością pod względem geologicznym – biorąc pod uwagę dopiero trudne technologie – takie jak wydobycie gazu lub ropy metodą szczelinowania to naprawdę nasze kopalnie to pikuś
problem leży aktualnie w cenie za tonę węgla dla przemysłu, która sprawia, że polski węgiel co prawda przegrywa krótkoterminowo z importem z łatwych kopalń za oceanem jednak polski węgiel zawiera także podatek akcyzowy, podatek wydobywczy, podatki od nieruchomości (kopalń) itp.
przy okazji polecam porównać sobie cenę ustalaną w kontraktach dla tzw. przemysłu (czyli tego co kontroluje państwo i korporacje) oraz cenę detaliczną, dla zwykłego gospodarstwa domowego przed dalszym wypowiadaniem się o nierentownych i trudnych złożach
(ponadto problem z zabezpieczeniem sobie bazy energetycznej to nie jest problem krótkoterminowych fluktuacji cen)

Kasia
Jak podkreslalam juz poprzednio, nie jestem ekspertem, ale Rosje tez widze troche inaczej. Wydaje mi sie, ze to nie do konca jest tak, ze Rosja smieje sie nam w twarz. Putin moze tak, ale nie Rosja. Dla mnie to biedny i niedoinwestowany kraj, o ogromnym rozwarstwieniu spolecznym. Fakt, ze lezy na surowcach, ale pieniadze z tego tytulu czerpie waska grupa oligarchow. Na pewno nie gwarantuje dlugoterminowego rozwoju i dobrobytu krajowi. To co sie tam dzieje, to dopiero jest krotkowzroczne. Dla mnie to wiecej niz pewne, ze Putin skonczy sie wczesniej czy pozniej, a spoleczenstwo rosyjskie zafunduje mu cos podobnego co mialo miejsce na Ukrainie, czy wczesniej w krajach arabskich.
Nie zgadzam sie, ze brak przemyslu ciezkiego, wlasnych lokomotyw i maszyn gorniczych ma bezposredni wplyw na moje zycie i dobrobyt mojej rodziny. Zgadzam sie z Dana, ze moze to miec wplyw posredni: gdy zamkna duzy zaklad w moim regionie, moze wzrosnac bezrobocie i przestepczosc. Albo gdy budzet panstwa dofinansuje nierentowne galezie gospodarki to nie starczy na publiczny zlobek dla mojego dziecka i bede musiala placic za prywatny… Jezeli wyksztalcilismy za duzo inzynierow od pewnych branz to chyba lepiej ich przekwalifikowac na inne branze niz dla nich reanimowac nierentowne galezie gospodarki. Prad w laptopie takze nie musi byc w wegla, moze byc z elektrowni wodnej, z jadrowej albo z wiatraka we wlasnym ogrodku i solara na wlasnym dachu. Dawno tego nie sprawdzalam, ale z tego co pamietam to w rankingach banku swiatowego, kraje w ktorych ludziom zyje sie najlepiej, to niekoniecznie te, gdzie rozwiniete jest gornictwo i przemysl ciezki. W czolowce jest Skandynawia i np Szwajcaria. Chociaz oczywiscie nie ma co porownywac bo te kraje maja zupelnie inna historie i inne problemy.
Eh ekonomia… wlasnie chyba to jest w niej najpiekniejsze, ze nikt nie ma monopolu na racje:) Zycie gospodarcze ciagle zaskakuje nawet najlepszych ekspertow i dopiero za kilkadziesiat lat przekonamy sie kto bardziej ma racje:)

Wojna polsko-bolszewicka 1920 – aspekt lojalności

W powszechnym świętowaniu rocznicy Bitwy Warszawskiej warto zatrzymać się na chwilę i poświęcić głębszej zadumie nad determinacją i heroizmem Polaków walczących z "czerwoną zarazą" w 1920. Była to walka niezwyczajna, bo walka nie tyle o niepodległość co o życie, na terenach polskich, które w 1920 opanowali przejściowo bolszewicy zaczął się od razu krwawy, czerwony terror, choć to temat, albo na inny post, albo na Wasze internetowe poszukiwania (do czego zachęcam).


Moim dzisiejszym wpisem chciałbym zgodnie z linią tematyczną bloga wspomnieć o pewnym aspekcie ekonomicznym/logistycznym tamtej wojny oraz nieco o naszych sąsiadach.

Polska w 1920 roku, w przeddzień Bitwy Warszawskiej pozostała praktycznie sama, otaczały ją państwa wrogie, za wyjątkiem Rumunii zachowującej ścisłą neutralność, jedynym państwem, które udzieliło nam realnej pomocy były niesąsiadujące z nami wtedy Węgry.

Prawdziwym problemem okazały się dostawy broni i amunicji.

Niemcy zachowywały pozorną neutralność, choć faktycznie panowały tam nastroje rewolucyjne i rzesze ochotników niemieckich - komunistów i socjalistów zasilały wojska bolszewickie. Nie mogło być jednak mowy o jakimkolwiek transporcie broni i amunicji dla walczącej Polski przez Niemcy. Wszelkie możliwe utrudnienia czynił wówczas proniemiecki rząd Wolnego Miasta Gdańska. Litwa oraz Czechosłowacja włączyły się finalnie, co prawda i na szczęście w ograniczonym zakresie, do agresji zbrojnej przeciwko Polsce. Czechosłowacja - państwo związane z niedawnymi aliantami zachodnimi - wcześniej zablokowała jakąkolwiek możliwość transportu zaopatrzenia do Polski.


Wnioski z tej wojny doprowadziły finalnie do budowy naszych portów bałtyckich, w tym Gdyni oraz utargowania od Ligi Narodów składnicy wojskowej na Westerplatte. Wróćmy jednak do Węgier.

Cyt. Wikipedia:
...odmiennie od rządów Niemiec i Czechosłowacji zachowały się Węgry, które okazały się jedynym krajem w regionie, oferującym atakowanej przez bolszewików Polsce pomoc militarną w postaci 30 tys. kawalerzystów. Siły te nie zasiliły jednak obrony kraju ze względu na brak zgody rządów Czechosłowacji i Rumunii na przejazd oddziałów...

Ostatecznie dzięki zgodzie Rumunii Węgry dostarczyły do Polski własnym taborem kolejowym „48 milionów pocisków karabinowych typu Mauser, 13 milionów pocisków typu Mannlicher, (...) poważną ilość pocisków altyleryjskich różnych kalibrów, 30 tysięcy karabinów typu Mauser i kilka milionów części zapasowych...”

I choćby dlatego właśnie, w ten weekend grillując, odpoczywając i bawiąc się ze znajomymi warto wznieść toast: "Lengyel, Magyar – két jó barát, együtt harcol, s issza borát"... ewentualnie jego odpowiednik w języku polskim ;-) Zna ktoś?

Rola górnictwa w gospodarce. Niemcy jako wzór do naśladowania. Rozmowa z Tomkiem z Górnego Śląska

Mieszkam w mieście górniczym i pochodzę z typowo górniczej rodziny. Chociaż sam tego zawodu nie wykonuję klimat górniczy da się wyczuć w całym otoczeniu.

Wczoraj późnym wieczorem przeprowadziłem przez internet rozmowę z Tomkiem z Górnego Śląska, moim czytelnikiem, młodym górnikiem o wszechstronnych zainteresowaniach. Rozmawialiśmy o górnictwie w aspekcie ekonomicznym i dziś przygotowaliśmy dla Was skrypt z naszej rozmowy.

Górnictwo jest podstawą

TzK: ...chciałbym powiedzieć coś więcej o górnikach i górnictwie, bo jest to rzec ważniejsza niż nam się wszystkim wydaje.

R: jaką odgrywa w gospodarce górnictwo o ogólności?

TzK: Zacznijmy od prostej sprawy, ludzie choć trochę orientujący się w ekonomii powinni mieć świadomość, że górnictwo jest obecnie podstawą funkcjonowania gospodarki, nie tylko w skali europejskiej, ale w skali całego globu. Ciekawym faktem jest, że większość wojen, które są toczone na świecie to de facto wojny surowcowe, a surowce wydobywają górnicy.
Ludzie z wielkich metropolii, osoby z korporacji urzędujące w przeszklonych biurowcach często nie doceniają górnictwa jako podstawy gospodarki, jednak jak żyliby bez gazu, bez ropy naftowej, bez elektryczności, bez ciepła w grzejnikach a przede wszystkim bez stali, produkowanej z rudy żelaza, wreszcie jak żyliby bez uranu napędzającego elektrownie jądrowe, nie mówiąc po prostu o węglu, który trzeba spalić by uzyskać energię elektryczną lub cieplną?

R: Czy wyobrażamy sobie funkcjonowanie bez złota, srebra i innych metali?
Górnictwo jest podstawą funkcjonowania gospodarki, bez górnictwa nie ma niczego. Dajmy na to – zwykłej drogi nie wybuduje bank i pieniądze bez pomocy górników, jeśli ci nie odstrzelą urobku, tłucznia na wykonanie podsypki, asfalt z kolei jest produktem który mamy dzięki górnictwu naftowemu. Auta i guma na ich oponach, także są finalnym produktem, który zawdzięczamy górnikom.

R: Ciekawym jest, że większość z nas nie ma o tym większego pojęcia - nie zdajemy sobie z tego sprawy. Co więcej, kiedy ja byłem w trakcie studiów dominował w ekonomii pogląd, że górnictwo jest niepotrzebne, górnicy są tzw. problemową grupą społeczną i być może wzorem Wielkiej Brytanii najlepiej byłoby zlikwidować, lub przynajmniej ograniczyć górnictwo jako branżę gospodarki, bo przecież surowce można kupić taniej na wolnym rynku, a wolny rynek jest rozwiązaniem wszelkich problemów.

TzK: Jednak obecnie Wielka Brytania musi gdzieś węgiel kupić, gdzieś tą ropę naftowa i gaz trzeba wydobyć, zatem gdzieś indziej... w Azji, w Rosji, w Polsce, w Chile górnicy muszą to wydobyć, aby tym Brytyjczykom to sprzedać, gdyby wszyscy przyjęli taki stosunek do górnictwa jako cywilizacja wrócilibyśmy do ery kamienia, nie mielibyśmy nic.


Podam kolejną ciekawostkę: Anglicy swoje górnictwo generalnie zlikwidowali, w ich ślady poszli Francuzi, myśmy na szczęście w tym trendzie likwidacyjnym w którymś momencie się opamiętali, co prawda z około 52 kopalń istniejących na początku lat 90-tych zostało obecnie 27, natomiast taki kraj jak Niemcy nie zlikwidowali swojego górnictwa, mimo oficjalnego zamknięcia części kopalń nastąpiła tylko likwidacja częściowa, nie zaś likwidacja całkowita, kopalnie są utrzymywane, odwadniane, produkcja jest wygaszona, ale wyrobiska są utrzymywane.

R: Czyli w razie czego Niemcy mogą w każdej chwili wrócić do pełnej eksploatacji tych kopalń?

TzK: Tak, dokładnie, co więcej Brytyjczycy bez skrepowania wysprzedali tzw. „srebra rodowe” jeśli chodzi o gospodarkę, Niemcy dalej mają Audi, Volkswagena, BMW oraz inne firmy.

R: Czyli widzimy tu poważną i długofalową strategię gospodarczą? To wyraz zupełnie innego podejścia do gospodarki.

TzK: Tak, bowiem całkowita likwidacja kopalni równa się niemożności do powrotu do niej. Budowa nowej kopalni to natomiast olbrzymie pieniądze, pojawienie się chwilowej nawet dekoniunktury nie może od razu doprowadzić do likwidacji kopalń, można oczywiście część zatrzymać, wygasić, ale z możliwością powrotu do produkcji, ponieważ koniunktura wróci – tak zrobiła poważna gospodarka - Niemcy. Przykładem w naszym kraju jest to, że obecnie mamy koniunkturę na węgiel i obecne górnośląskie kopalnie przynoszą zyski.

R: No właśnie, górnictwo kojarzy nam się z Twoim Górnym Śląskiem i węglem...

TzK: Pamiętajmy jednak, że facet, który wierci na platformie wiertniczej ropy lub gazu to także jest górnik, człowiek, który wydobywa węgiel brunatny lub kamień metodą odkrywkową to także jest górnik – to wszystko są górnicy, tyle że różnych specjalności...

R. Późno już, na tę chwilę odpływam... a jutro rano praca, dziękuję Ci za kilka słów, a Tobie i wszystkim innym górnikom, życzę wszystkiego dobrego - tyle wyjazdów ile zjazdów.

TzK: Dzięki za rozmowę, pozdrawiam Ciebie i Czytelników bloga.