poniedziałek, 26 grudnia 2016

Zamykam niedoszły blog o podróżach...

Rok temu w czasie świąt, by nie siedzieć przed TV i nie tracić czasu bezproduktywnie, pracowałem nad zrębami bloga podróżniczego pt. "Podróże i kawa"... zamysł był ambitny, na rozwinięcie bloga nie starczyło czasu i zapału. W chwili, kiedy to czytacie blog jest już historią.

Nie jest to mój pierwszy rozpoczęty, następnie zlikwidowany blog. Nie zawsze się udaje, nie zawsze pierwszy entuzjazm wystarczy do stworzenia czegoś sensownego... tak odszedł kiedyś w niebyt mój pierwszy blog technologiczny.

Dwa lata wcześniej w identycznych okolicznościach założyłem jednakże Zarabianie Pieniędzy, który się mi całkiem przydaje. Także finalnie określam moje eksperymenty blogowe jako udane.

Raz coś wyjdzie, raz nie... ale ważne, że coś się dzieje ;-)
Jako pamiątka bloga o podróżach został mi fragment wstępniaka... kto wie... może jeszcze kiedyś się przyda do nowego podejścia do podróżniczego blogowania?

Zobaczcie ;-)

Zamysł bloga, jeśli chodzi o moją stronę, ma już około 10 lat i sięga chwil, kiedy przeprowadziłem się z Poznania do Lubina (rodzinnego miasta na Dolnym Śląsku).

Lubin w owym okresie nie był zbyt pięknym miastem, dominowały osiedla niezrewitalizowanych bloków z epoki PRL, było szaro, buro, ponuro i cholernie nudno. W sensie pracy i biznesu nie można narzekać, jednak w aspekcie spędzania wolnego czasu to był koszmar typowego górniczego miasta-sypialni (obecnie jest o niebo lepiej).


Każdą wolną chwilę spędzałem więc poza miastem, korzystając ile się da z uroków Dolnego Śląska, z gór, zamków, starych miast, z pogórza Sudeckiego, z wygasłych wulkanów, z hitlerowskich ruin i innych atrakcji…


Pojawił się oczywiście zamysł, aby to wszystko opisać, zebrać, podzielić się z kimś przygodami (w stylu off-roadowych, mrożących krew w żyłach, górskich wojaży starą Skodą) oczywiście, takie strony www tu i tam można znaleźć, ale co własne to własne. Pomysł dojrzewał latami i już kilka razy brałem się do tworzenia czegoś, ale zawsze napotykałem jakieś przeciwności…


Na razie nie wyszło jak planowałem. Do zobaczenia w następnym projekcie ;-)

wtorek, 13 grudnia 2016

Dylemat autora podcastów vel MP3

Jakiś czas temu zacząłem nagrywać mp3, to większość z Was wie. Ostatnio wrzuciłem ich kilka tutaj i mam dylemat.

Co do samych nagrań nie ma odwrotu, jest to forma wypowiedzi, którą lubię, która pozwala mi doskonalić płynność i składne wypowiadanie się, którą mogę wykonać np. na treningu, wykorzystując czas podwójnie...

Czy to jest forma publikacji optymalna/nowoczesna, czy nie, nie ma w tej chwili znaczenia, te audycje są nagrywane wyłącznie "jako hobby". (Co oczywiście nie oznacza, że nie chcę ich dalej doskonalić - docelowo w kierunku YT.)



Jednakże, by ułatwić/zachęcić Czytelników od dawna zacząłem dodawać do nagrania mały skrót, konspekt, o czym ono jest. Czasem dosyć rozbudowując stronę tekstową.

Jaki efekt? Mam wrażenie, że większość ludzi czyta ten tekst zupełnie ignorując dodane MP3. W rzeczywistości mówię do niewielkiego grona osób, reszta przelatuje po tytule i konspekcie. Wyrabia sobie jakiś wyimaginowany myślokształt dot. czego dotyczy wpis, po czym zajadle z im walczy. Walka i dyskusja z własnymi urojeniami. Dylemat czy takim osobom tłumaczyć cokolwiek (strata czasu), czy od razu wciskać przycisk blokady?

Zjawisko to dla mnie nie nowe. Szczególnie widoczne to było w ostatnim okresie, przy ostatnich wpisach, gdzie, sądząc po argumentach, na FB miałem dziesiątki burzliwych dyskusji, z których było widać, że 95% zaangażowanych w ogóle nie odnosi się do faktów z nagrania. 

Generalnie, jak już pisałem dla dużego grona osób (nawet znajomi byli oburzeni) teraz  jestem ruskim trollem i zdrajcą Polski, mimo że w nagraniach wykazuję konieczność zwiększenia naszej obrony oraz rozbudowę Obrony Cywilnej. Dlaczego? Ano tylko dlatego, że tytuł wpisów nie ma jednoznaczego pro-polskiego wydźwięku, a konspekt jest dość suchy, bez pro-patriotyczych uniesień. Trochę się tym wkurzyłem, bo we w gruncie rzeczy "pozytywistyczne" wpisy włożyłem trochę energii.

Wniosek? W ogóle nie dodawać żadnego konspektu z treścią, a jedynie luźną zajawkę, zachętę do wysłuchania, nie związaną mocno z treścią?

Jak opisać mp3, by zachęcić inteligentne osoby do wysłuchania, jednocześnie nie dając pożywki do dyskusji facebookowym idiotom*?

*użytkownicy FB zasadniczo i w większości nie są idiotami, jednakże to medium przyciąga wielu z nich i taki jest fakt.


niedziela, 11 grudnia 2016

Ofensywa hejterstwa - kontratak autora


Krwawa łuna nad moim miastem. Przypomniał mi się jakiś film katastroficzny, postapokaliptyczny, itp., który niedawno widziałem, ale nie mogę sobie przypomnieć tytułu...

...prawdziwą apokalipsę i atak zombiaków (hejterów) dostałem jednak na FB w związku z moimi ostatnimi wpisami. Muszę sobie przemyśleć plan dot. tych wpisów, ale także mojej dalszej działalności w internecie w kwestii obronności, przygotowania na gorsze czasy, miejskiego survivalu. Wstrzymuję na razie komentarze pod tamtymi wpisami na notatniku blogera.

To nie jest oczywiście jakaś nowość. Kiedy pisze się coś, co może być dobre dla Polski, co może zwiększyć naszą świadomość w aspekcie obronności, Obrony Cywilnej, prepperingu, survivalu - jak grzyby po deszczu wyrastają hejterzy i trolle, którzy chcą człowieka zdyskredytować. Ktoś im płaci, czy to skowyt bólu "bateryjki" odłączanej od Matriksa?

Mój notatnik blogera jest notatnikiem, brudnopisem, szkicem tych tematów, które chcę dopracować i podjąć na poważniejszych blogach. 



Tematy dopracuję i przeniosę. W szkicowniku mam materiał o Polskiej Flocie na Bałtyku... jeśli ktoś ma ochotę możemy już zacząć rozmowę na ten temat.

Podjąłem decyzję - poważną aktywność przenoszę na poważny blog, który będzie ulepszony i dopracowany przeze mnie, mianowicie:

miejski survival